W walce o swoje (dobro)?

Na koniec 2015 roku w Polsce istniało 481 centrów handlowych o łącznej powierzchni 11 milionów metrów kwadr. Średnia cena najmu za metr kwadr. w galerii kształtuje się na poziomie od 40 do 60 euro. W stolicy stawka ta wzrasta dwukrotnie do rekordowej kwoty od 120 do 140 euro za metr kwadr. prestiżowych obiektów – Galerii Mokotów lub Złotych Tarasów. Szacuje się, że w roku ubiegłym zatrudnionych w centrach (z wyłączeniem osób obsługujących galerię) było około 360 tys. osób. Z prostego rachunku wynika, że franczyzobiorca marki odzieżowej (ponieważ 41% stanowi ten model biznesowy) płaci właścicielowi centrum od kilku do kilkunastu tys. euro miesięcznie za najem lokalu o powierzchni co najmniej 100 metrów kwadr. Pracownicy sklepu sieciowego są postawieni przed nie lada zadaniem, ponieważ ich praca – sprzedawcy musi przynosić wymierne efekty w postaci zrealizowanych targetów sprzedażowych na pokrycie kosztów czynszu w każdym miesiącu. A zatem na ile wycenia się pracę zatrudnionych asystentów sprzedaży w polskich i zagranicznych koncernach odzieżowych? Na jakich warunkach są oni zatrudnieni? Jaki jest punkt widzenia pracujących dla branży „jak cię widzą tak cię piszą”?
Przyszedł czas najwyższy, aby odpowiedzieć na pytanie: dlaczego zarobki pracowników zatrudnionych w markach sieciowych branży fashion są niskie?

„Dobre, bo polskie” produkty mają rzeszę wiernych fanów w Europie Środkowo- Wschodniej. Polska grupa odzieżowa LPP pnie się po drabinie sukcesu i nie ma sobie równych w kraju. Posiadając prawie 1000 stacjonarnych sklepów w ojczyźnie, swoje teraźniejsze działania koncentruje na zagranicznej ekspansji.
W roku ubiegłym polski gigant odzieżowy otworzył największy flagowy sklep marki RESERVED o powierzchni 3.900 metrów kwadratowych w Stuttgarcie. Jest to pierwszy tak duży concept w 21-letniej historii koncernu. RESERVED kontynuuje dobrą passę i bieżący rok powitała bardzo hucznym otwarciem pierwszego punktu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jest się czym chwalić, a jak mówi głos współczesnego pokolenia: „wszystko, co najlepsze jest dopiero przed nami”. Pod tymi słowami podpisuje się zarząd grupy LPP, który widzi przyszłość w różowych barwach. Za najem powierzchni handlowej przy jednej z najbardziej prestiżowych ulic na świecie Oxford Street w Londynie, zamierza zapłacić bagatela 275 milionów złotych za okres 10 lat.
Ludzie sukcesu twierdzą, że należy wziąć byka za rogi i realizować swoje marzenia, gdyż do odważnych świat należy. Powinno paść pytanie: czy gdańska grupa LPP przemyślała swoje działanie i nie stąpa po cienkim lodzie na jednym z najbardziej niestabilnych rynków? Za 2015 rok grupa odnotowała 84 miliony złotych zysku netto. Jest to spadek o 31 milionów złotych w porównaniu do roku 2014. LPP zaciska jednak pasa i konsekwentnie realizuje politykę racjonalnego zarządzania kosztami. Wynagrodzenia dla blisko 20.000 pracowników sześciu marek stanowią 25 proc. rocznego budżetu. Spory kawałek tortu? Tylko pozornie, ponieważ szeregowy pracownik najniższego szczebla otrzymuje 7 złotych netto na godzinę na umowie zleceniu.
Mówi się, że siódemka to szczęśliwa cyfra, wszakże z takim godzinnym wynagrodzeniem naszej rozmówczyni nie jest do śmiechu. Pracuje jako sprzedawca w jednym ze sklepów marki SiNSAY należącej do grupy LPP. Zatrudniona jest w niepełnym wymiarze godzin na umowie zleceniu. Wypracowane nadgodziny są rozliczane jako dni wolne od pracy w kolejnym miesiącu. Z okazji świąt lub urodzin przysługują jej bony uprawniające do 40 proc. zniżki na zakupy w sieci. Otrzymała pracowniczy uniform – koszulkę z krótkim rękawem za który nie musiała zapłacić. 7 złotych „na rękę” za godzinę pracy jest normą dla marki Top Secret. Nasze źródło pracuje 40 godzin w miesiącu na umowę-zleceniu. Nie otrzymuje ubioru roboczego jak również nie obowiązuje ją system premiowy. Nadgodziny są „dodatkowo płatne”, a raz w miesiącu przysługuje jej zniżka 50 proc. na zakupy do 200 zł. O zdanie na temat warunków wynagrodzenia zapytaliśmy inną pracownicę zatrudnioną na stanowisku dekoratora dla młodzieżowego brandu SiNSAY. Pracuje na pełnym etacie na umowie o pracę. Otrzymuje miesięczne wynagrodzenie wynoszące 1.750 złotych netto. Jeżeli zespół zrealizuje miesięczny target, to otrzymuje premie uznaniowe: 150 zł brutto dla sprzedawcy, natomiast dekorator dostaje – 350 zł brutto, a kierownik – 550 zł brutto. Posiada również zniżkę pracowniczą za którą musi dodatkowo płacić. Na kwartał otrzymuje ubiór od pracodawcy – bezpłatne 2-3 t-shirty oraz biżuterię.
Polski rynek odzieżowy podzielony jest na trzy główne segmenty. Do pierwszego z nich należą marki z rodzimym rodowodem, produkujące ubrania oraz dodatki poza granicami naszego kraju. Sztandarowym przykładem jest grupa LPP fabrykująca w Azji. Reprezentantem drugiego są marki z całościowym kapitałem zagranicznym. Dobrym odpowiednikiem jest szwedzka grupa H&M posiadająca w swoim portolio marki: H&M, COS lub & Other Stories. Z końcem 2015 roku grupa posiadała 3.924 sklepów w 61 krajach. Zatrudniała 148.000 osób. W bieżącym roku zamierza otworzyć 400 nowych punktów sprzedaży. A co pracownica H&M’u ma do powiedzenia na temat wykonywanej pracy?
Jest asystentką sprzedaży zatrudnioną na 3/4 etatu na umowę o pracę. Co miesiąc otrzymuje „około 1.000 złotych netto”. Nie posiada uniformu pracowniczego, jednakże system premiowy jest rozbudowany. Otrzymuje bony na zakupy z okazji przypadających świat lub wakacji oraz stały rabat – 25 proc. na zakupy w sieci i łączący się z innymi promocjami. Nadgodziny są rozliczane jako dni wolne od pracy.
Ciekawie rysuje się perspektywa pracy dla osób zatrudnionych w hiszpańskiej grupie Inditex posiadająca 272 sklepy w Polsce. W pierwszej trójce są to: Stradivarius – 76 punktów sprzedaży, Bershka – 56 oraz ZARA – 49 oddziałów.
Przeprowadziliśmy rozmowę z pracownicą ZARY zatrudnioną w pełnym wymiarze – 160 godzin i na umowie o pracę. Otrzymuje wynagrodzenie rzędu 2.504 zł brutto z wliczoną premią, której wartość jest zależna od zrealizowanego dziennego targetu sprzedaży. Każdy pracownik ZARY posiada kartę rabatową uprawniającą do zakupu odzieży lub dodatków z 25 proc. ulgą. Pracownicy – sprzedawcy zatrudnieni na pół etatu mają roczną pulę 6.000 zł do wykorzystania. Za taką maksymalnie kwotę mogą zrobić łącznie zakupy z uwzględnieniem zniżki. Nasza rozmówczyni posiada limit 10.000 zł. Marka jest dość szczodra, ponieważ przyznaje bony o wartości 50 zł i 100 zł z okazji świąt oraz zapewnia pełny uniform pracowniczy – garnitur (marynarkę i 1-2 pary spodni), 2-4 bluzki oraz parę butów.
Czy jest to opłacalna praca? Marka ZARA ma wiele do zaoferowania swoim pracownikom, ponieważ w wydanym przez grupę Inditex komunikacie informuje, że: „w bieżącym roku grupa zamierza przeznaczyć kwotę 500 milionów euro na premie uznaniowe, bonusy oraz prowizje od sprzedaży dla swoich pracowników”.

Uzasadnionym jest zadanie pytania: kto zarabia pracując w sieciowym sklepie stacjonarnym? Według zestawienia opracowanego przez znawcę tematu, Michała Zaczyńskiego sowite wynagrodzenie przypada kierownikowi jednego z trzech działów (kobieta, mężczyzna, dziecko) polskiego brandu – 12.000 zł netto. W dzisiejszych czasach obecność marek sieciowych na rodzimym rynku budzi wątpliwości. W 1999 roku miało miejsce otwarcie pierwszego sklepu marki ZARA i wzbudziło ono zachwyt społeczeństwa, a galerie handlowe zaczęły niewinnie pojawiać się w dużych polskich aglomeracjach. Aktualnie wyrastają one jak grzyby po deszczu, również w mniejszych miejscowościach. Każdy z koncernów mody zwiększa całościową powierzchnię użytkową swoich marek od kilka do kilkunastu proc. rok do roku.
Przykrym jest stwierdzenie, że osoby, które w pocie czoła realizują z powodzeniem politykę sprzedaży marek sieciowych zarabiają najmniej, jednakże 60% Polaków dokonuje zakupów w „sieciówkach”, odwiedzając galerię od jednego do dwóch razy w miesiącu.
Jaki rysuje się przed nami scenariusz? Dobra passa dla rozwoju centrów handlowych trwa. W minionym roku powstało 27 nowych obiektów handlowych, a 18 uległo rozbudowie. Na bieżący rok zaplanowane są kolejne inwestycje. Dla szeregowych pracowników najniższego szczebla pojawiło się światełko w tunelu i ich sytuacja zmierza ku poprawie. Sejm przyjął projekt ustawy zakładający podniesienie od 1 stycznia 2017 roku godzinowej stawki pracy do 12 złotych brutto dla zatrudnionych na umowie-zleceniu.

Alicja Szablewska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: