Kobieca siła XXI wieku, Sylwia Romaniuk

Zatrzymaj się na moment przy dobrym adresie w Warszawie. Aleje Ujazdowskie nr 41, centrum stolicy. Tutaj czas płynie swoim tempem. Nieśpieszno, bowiem piękno tej przedwojennej kamienicy nie prosi o atencję. Ujmuje, wszakże to, czym prawdziwie zachwyca jest niezauważalne, tylko wyczuwalne sercem dla przechodniów. Jest nim to wnętrze. I tuż, u progu, od pierwszego stopnia schodów wyłożonych czerwonym dywanem, swoją magię roztacza Atelier najodważniejszej polskiej projektantki mody, Sylwii Romaniuk.
Spełniona kobieta, matka, businesswoman, pasjonatka, marzycielka. Jest szczęśliwa, bowiem to do niej, los szczodrze się uśmiecha. Żyje wizją jutra i lada dzień zadebiutuje kolekcją ready-to-wear w wersji casual, otwierając salon mody w Londynie. Sukces powodzenia? Sylwia Romaniuk wiarą w siebie oraz w kobiety obroniła wizję własnej marki premium. Jest autentyczna, bo naturalna; a we współczesnych czasach to prawda o samej sobie sprzedaje się najlepiej.
Panie i Panowie, oto kobieca siła XXI wieku – Sylwia Romaniuk, którą środowisko pokochało za bycie sobą.

Oryginalność to wartość dodana ludzi pewnych siebie. W trudnym, dzisiejszym świecie, społeczeństwu jest łatwiej iść z prądem, ulegając modzie na masowy punkt widzenia niż wyróżniać się z tłumu.
Sylwia Romaniuk, na przekór trendom, wykorzystuje niszę jako zaletę i przekuwa ją na dobrze prosperujący biznes. Uważa, że na rynku jest miejsce dla kobiet poszukujących niepowtarzalnych kreacji, suto zdobionych szlachetnymi kamieniami, ręcznie haftowanych. Nadrzędna jakość jest przekładana na każdy detal. Precyzja wykonania, najlepsze gatunkowo tkaniny oraz zgrany zespół formują bardzo wysoki poziom marki SR. Projektantka tworzy baśniowe suknie w warszawskim Atelier, choć zbiera słowa uznania za spersonalizowane projekty od europejskich klientek, zza oceanu oraz z Bliskiego Wschodu. Za swoje projekty uszyte w duchu haute couture, proponuje uczciwe pieniądze, na poziomie cen domu mody o międzynarodowej renomie. Spełnia marzenia o najpiękniejszej sukni ślubnej dla przyszłej panny młodej, bowiem w każde „dzieło sztuki” wkłada serce i zaangażowanie. Jest profesjonalna i przedsiębiorcza, gdyż świadomie kreuje modę na styl życia made by SR. Linia eleganckich świec zapachowych, sensualne perfumy w kryształowych flakonikach czy jedwabne apaszki nie pozostają w strefie marzeń, na papierze, a już niebawem trafią do sprzedaży stacjonarnej oraz on-line.

Sylwia Romaniuk to kreatorka kobiecego wizerunku, projektantka oddana każdej kobiecie. Siłę oraz wolę do walki o swoje miejsce na rynku mody, czerpie od… kobiet. To ich zadowolenie i lojalność wnoszą radość do życia Romaniuk i chęć, aby autorską wizję piękna promować globalnie.

Alicja A. Szablewska

*Artykuł o Sylwii Romaniuk ukaże się na łamach magazynu High Living.

Czołem, madame

Sylwia Romaniuk wita mnie na swoim pokładzie

Odwagą, autentycznością i wiarą w to, co robię – zdałam egzamin u Sylwii Romaniuk. Którym tekstem postawiłam kropkę nad i dla tej współpracy? O, tutaj:
„Jestem kreatorką damskiego wizerunku i projektantką kobiecych marzeń, bowiem pielęgnuję w sobie miłość do życia i do mody.
To ekskluzywne, gdyż niezwykłe podejście, tworzy we mnie naturalną chęć do dzielenia się swoją wysublimowaną estetyką z wszystkimi kobietami. Upiększam świat widziany Twoimi oczami, ponieważ projektuję kreacje szyte personalnymi potrzebami, a suto zdobione pragnieniami. Urzeczywistniam pożądane wizje o niepowtarzalnej sukni.
Roztaczam piękno wokół kobiet, które wiedzą czego chcą i pragną, a ode mnie oczekują kunsztu, precyzji i najwyższej jakości wykonania. Odtwarzam ich autorskie idee na papierze, nadając życie strojom zapierającym dech w piersiach, dla najważniejszej w tym momencie osoby, czyli dla Ciebie.”

Czy jestem zadowolona? Bardzo, bowiem świat bajecznych sukni gra w mojej duszy. Objętości, zdobienia, bezmiar bogactwa i wysublimowany luksus – to mnie pociąga. Od miłości do kreacji haute couture… wszystko się zaczęło. Wygląda na to, że droga wyścielana sukniami jest mi pisana. 

Alicja A. Szablewska 

Kiedy szczęście nie spada z nieba…

…a marzenie zaczyna się spełniać. Nabiera kolorów, może rozpędu? I staję się coraz lepsza oraz bardziej doceniana w materii na którą się uparłam. Chodzi o pisanie, rzecz jasna. Jestem z siebie zadowolona, bo tu i teraz debiutuję w roli redaktor prowadzącej magazyn ECHO – polskiej marki fashion o bardzo ugruntowanej pozycji na rynku. Sprzedają ładne ubrania. Na czasie. Klasyczne kroje. Marka made in Poland jest chętnie noszona przez kobiety z kraju i zagranicy, gdyż… odpowiada na głos ulicy. Swoją stylistką trafia w serca Polek. I to się bardzo dobrze sprzedaje, bowiem ECHO świętuje 20-lecie istnienia na rynku. Okrągły Jubileusz, choć skormnie obchodzony, bowiem marce nie jest potrzebny taki rozgłos. Klientki wybierając ubrania z metką ECHO stawiają na jakość, tradycję i wyjątkowe podejście do klienta. Ekskluzywność w rozsądnych pieniądzach? Nietypowe, acz prawdziwe podejście. Nie promuję swojego pracodawcy, bo tak wypada, jednakże jestem przekonana do świetnych modeli. Autentyczność w tych dziwnych czasach, sztucznie kreowanych, broni się doskonale. Dwadzieścia lat na rynku mówi więcej niż tysiąć moich pięknych słów.
Przygotowując to wydanie, podzieliłam je na cztery części: wstęp – kilka zdań szefowej o okrągłym Jubileuszu, rozwinięcie – trendy, a nawiązanie do kolekcji wiosenno-letniej marki ECHO. Piszę o tym, co marka lubi i poleca – a zatem jest kilka słów o winnym szlaku i promuję konkurs, który rozpocznie się lada dzień.

Poniżej publikuję „roboczą wersję”. Pewne jej częśći pojawiły się w oficjalnym wydaniu, inne zostały zastąpione drugą lub trzecią wersją. Cieszę się, że mój styl czyli ja… obronił się.

A zatem… Odwaga postanowiła zagościć w naszej garderobie. Słoneczny żółty, fuksja, geometryczne desenie, kwiatowe printy lub wzory oddające klimat lat 70. formułują najnowsze wydaniu marki ECHO, a utrzymanej w minimalistycznym duchu. Mawia się, że prostota jest szczytem wyrafinowania. Króluje na wybiegach mody u polskich i zagranicznych projektantów od lat.  Klimat szarych ulic metropolii przełamują dziewczęta ubrane w pasiaste lub pastelowe midi sukienki i trzymające owocowe smoothie w ręku. Na tym tle wyróżniamy się i my, kobiety odziane w białe sukienki i dobierające do zestawu wygodne trampki. Jak na dłoni, widać, że lubimy casualowe stylizacje, a niezliczone inspiracje są dostępne w teraźniejszej kolekcji, którą wspólnie stworzyłyśmy. Tradycjonalistki wybierają dla siebie czarne lub beżowe koronki, natomiast lwice salonowe podkreślają swoją pewność siebie szykownymi sukienkami w kolorze kobaltowym lub soczystej zieleni, których piękno zaakcentują oryginalnymi przypinki Swarovskiego. Kobiety biznesu, nasze Klientki, przywdziewają eleganckie sukienki w kolorze ognistej czerwieni. Kolekcja marki ECHO trafia do nas wszystkich, bo realnie wpływamy na jej kształt.

Dzisiejsze kobiety mówią o swoich poglądach, bronią swoich praw i chcą, aby świat usłyszał ich racje. Dyrektor kreatywna francuskiego domu mody Christian Dior – Maria Grazia Chiuri debiutancką kolekcją haute couture na sezon wiosna-lato 2017 zaprezentowała linię białych koszulek z krzykliwymi manifestami… kobiet. Pokochałyśmy tą inicjatywę i nosimy t-shirty z hasłami o równości wśród kobiet i zachęcamy inne panie, aby przyłączyły się do naszego gangu – #MyKobietyECHO. Mamy i córki, siostry, przyjaciółki pozujące w identycznej koszulce? To jest HOT, gdyż łączymy pokolenia i wspólnie budujemy ECHO od 20 lat.
Z okazji okrągłego Jubileuszu, dla nas, został przygotowany konkurs dedykowany wszystkim kobietom, które łączy więź – przynależność do drużyny ECHO. Szczegóły pojawią się w mediach społecznościowych niebawem, toteż bądź na bieżąco z aktywnościami i zapraszaj do zabawy inne kobiety.

My kobiety, wspólnymi siłami, stworzyłyśmy kolekcję ładnych, ciekawych i modnych projektów, gdyż stanowią odzwierciedlenie naszych potrzeb uzupełnionych o współczesną stylistkę. Wiosna zapowiada się interesująco, a co zobaczymy jesienią? Czekamy na Twój głos.

Do miłego usłyszenia niebawem,

Alicja Szablewska

Z myślą o najmłodszych – o biżuterii dla dzieci

Przyglądając się naszym dzieciom, często mówimy, że jesteśmy jak dwie krople wody. W budowie zewnętrznej lub w zachowaniu przypominają nas – rodziców. Jednakże czy pociechy dziedziczą tylko geny? Dzieci od najmłodszych lat kopiują styl kreowany przez swoich rodzicieli. Mówi się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni przyłapując małą księżniczkę próbującą chodzić w ulubionych czółenkach mamy lub malującą paznokcie lakierem w kolorze krwistej czerwieni. Z drugiej strony rodzice bardzo często stylizują swoje dzieci na swoje podobieństwo. Angelina Jolie kupuje torebkę w dwóch wersjach – dla siebie i dla córki Zahary. Znana polska projektantka mody Marta Boligłowa szyje sukienki oraz swetry w swoim rozmiarze i mniejszym dla córki Lei, a jej przykład powielany jest przez inny kobiety. I stoją za nim konkretne liczby.

dbc7ec61046a8a2102dbbcf7a9eb08c8

Źródło: pinterest.com

Raport „Rynek produktów dla dzieci w Polsce 2014. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2014-2019” wydany przez firmę doradczą PMR Research zwraca uwagę na przybierającą na sile tendencję. Wzrost znaczenia wyglądu w świadomości społeczeństwa przyczynił się do zwiększenia wydatków konsumenckich również w sektorze dziecięcym. W 2014 roku ów rynek był wart 9.1 miliarda złotych i odnotował on wzrost o 3,2 proc. rok do roku. Szacuje się, że będzie on rósł w średnim tempie 4-5 proc. do 2019 roku. O ile sprzedaż odzieży dziecięcej generuje największy zysk (33 proc.), o tyle warto przyjrzeć się segmentowi biżuterii dziecięcej. Czy jest on tylko pozornie niedoceniany? Przyjrzyjmy się sprawie od podszewki, a fakty niech mówią same za siebie. Zacznijmy tak. Dzieci w wieku od 9 do 12 lat mają większą potrzebę zaistnienia w świecie wirtualnym. Zakładają konta na portalach społecznościowych jak Facebook, Twitter lub Instagram; czytają fora internetowe, wymieniają się poglądami i w młodym wieku decydują o swoim wyglądzie, ponieważ pragną grać pierwsze skrzypce w swojej grupie rówieśników, a wygląd zewnętrzny jest ważnym elementem budującym ich pozycję lidera.
Nie są to słowa rzucane na wiatr. Polska marka biżuteryjna APART pozostawia konkurencję w tyle, kreując w kraju nad Wisłą modę na biżuterię dla najmłodszych. Bogatym wzornictwem, różnorodnością form i wysoką jakością kruszcu firma zdobywa zaufanie i serca Polaków już od 33 lat. Kolekcja „Zaczarowany ogród” czaruje swoją oryginalnością. Koniki, króliczki i misie występują w kilku wersjach, w kolorowej emalii, w srebrze i złocie. Z biedronek, pszczół i motyli można utworzyć komplety zdobiące nasze pociechy od stóp do głów. Większość modeli kolczyków występuje w dwóch wersjach (zapięcie na sztyft lub w wersji angielskiej), natomiast bransoletki lub zawieszki nawet w kilku (od 3-7) odsłonach. Malwina Bakalarz, mama pracująca na pełnych obrotach, założycielka najpopularniejszego bloga parentingowego w Polsce, do spraw biżuterii dla dzieci podchodzi z ostrożnością, ponieważ „z biżuterią w pierwszej kolejności kojarzą mi się kolczyki. Pomimo tego, że niesamowicie podobają mi się malutkie dziewczynki z kolczykami w uszach (mówię tu o kilku/kilkunastomiesięcznych niemowlakach) i jestem w stanie zrozumieć mamy, które postanawiają oszczędzić swoim córkom bólu w przyszłości przekłuwając im uszy w tak młodym wieku, sama chyba bym tego nie zrobiła…” dlatego oferta marki APART jest bardzo rozbudowana, aby sprostać wymaganiom wszystkich klientów. Kolejną kolekcję w której nasza mała dama zakocha się od pierwszego wejrzenia są klasyczne wzory kolczyków (serc, kokardek i drobnych kwiatuszków) wykonane z białego lub żółtego złota w połączeniu z diamentami, brylantami, rubinami lub topazem. Ich piękno uzupełniają tematyczne zawieszki.
Niewątpliwie są to na wskroś bogate propozycje biżuterii, których ponadczasowy wymiar znajdzie uznanie i zainteresowanie naszych najmilszych również w dorosłym życiu. Główni gracze na rynku inspirują również innych, których wzornictwo i jakość nie odbiegają od najlepszych.
Marka APART wierna jest „starym, a dobrym” postaciom z dziecięcych bajek i filmów Disneya, które na stałe zagościły w świecie rzeczywistym. Zegarek z Kubusiem Puchatkiem ucieszy zarówno chłopca jak i dziewczynkę. Dla panienki jest srebrna zawieszka w emalii z myszką Miki. Natomiast chłopiec, który chce walczyć ze złem, przywdzieje szatę dobierając do koszuli spinki z wizerunkami postaci z filmu STAR WARS. Dopełnieniem gwiezdnego zestawu jest zegarek lub naszyjnik.
Rodzice bardzo często kupując biżuterię dla siebie samych nie zapominają o drobiazgu dla swoich pociech, ponieważ biżuteria dla dzieci pełni więcej funkcji w czasach współczesnych. Nie jest tylko jednorazowym podarunkiem z Okazji Chrztu lub Komunii Św. przypominającym o ważnym wydarzeniu z życia dziecka, ale opowiada ona historię jego życia. Bardzo dużą popularnością cieszą się tak zwane charmsy, której czołowym przedstawicielem jest marka PANDORA. Są to drobne złote lub srebrne elementy imitujące przedmioty codziennego użytku, garderoby, zwierząt, literek alfabetu lub cyfr o znaczeniu symbolicznym i zawieszane na bransoletce. Tą drogą, metalicznych zawieszek, podąża marka Lilou10, której „talizmany najpiękniejszych uczuć” wykonane ze srebra, żółtego i różowego złota prezentują się na… sznurku. W rozmowie z przedstawicielem marki dowiadujemy się, że „bransoletka nie tylko sprawi wiele radości, ale również pomoże w przekazaniu wartości takich jak odpowiedzialność czy troska. Dodając osobisty grawerunek możemy wybrać ważną datę, motto a także nadać zwierzakowi imię”. Ta mała rzecz urzeka swoją prostotą, która jest kluczem do prawdziwej elegancji, a nasza ekspert wtóruje tym słowom: „Podobają mi się niesamowicie bransoletki u (nawet malutkich) dzieci. Na rzemyczku chyba są troszkę bardziej bezpieczne i nie rozepną się same z siebie. Niesamowicie urocze. Dopóki mamy pewność, że ozdoba nie zostanie połknięta bransoletki są moim zdaniem przepiękną ozdobą” – dodaje Malwina Bakalarz.
Choć świat mody zdominowany jest przez kobiece kolekcje jednakże mężczyźni mają coraz więcej do powiedzenia. Świat chłopięcej biżuterii nie schodzi na drugi plan. Dla młodych panów często wybiera się złotki bransoletki z blaszką na której można wygrawerować imię lub mądrość życiową.
Niewątpliwie mieniące się w promieniach Słońca kolorowe bransoletki są wartościowym podarunkiem i ubierają młodą damę, jednakże rynek biżuterii dziecięcej zdominowany jest przez segment kolczyków. Klasyczne złote wzory – drobnych kół lub kuleczek mają rzesze wiernych fanów, lecz mała modnisia pragnie iść z duchem czasu. Na topie są kolczyki z motywem motyla (w kolorowej cyrkonii) oraz biedronki. Natomiast delfiny tworzą MINI – autorską kolekcję dla dzieci marki biżuteryjnej ANIA KRUK. W jej ofercie są dostępne ponadczasowe złote kolczyki z perłą lub mające przynieść szczęście słoniki z podniesioną trąbą. Mamy też coś dla wielbicieli łakoci – kolczyki z czereśniami lub lodowym rożkiem. Do większości modeli jest możliwość dobrania złotej zawieszki do kompletu.
O przygotowania kolekcji MINI zapytaliśmy eksperta, dyrektor kreatywną marki, Anię Kruk: „Projektowanie dla najmłodszych jest pewnym wyzwaniem: projekt musi podobać się i mamie (która kupuje) i córeczce, która go będzie nosić. Próbuję sobie je zawsze wyobrazić. Czy to mała strojnisia, która lubi błyskotki? Czy to łobuziara, która zawieszkę założy tylko od święta? Staram się myśleć o zwierzątkach czy innych symbolach, które są dzieciom bliskie: dlatego w kolekcji MINI pojawił się słonik, biedronka, serduszko. Zamiast skomplikowanych form, stawiam na proste wzory, które przetrwają próbę czasu i do których dziewczynka będzie wracać kiedy stanie się dziewczyną, a później kobietą”.
Choć trend barwnych motyli zawładnął światem mody (w wersji mini sukienki dla córki, a w wersji maxi dla mamy), to czy misie są już przeżytkiem? Nic bardziej mylnego! Małe misie TOUS wyznaczają trendy w modzie od kilku lat i powoli zdobywają serca Polek małych i tych dużych. Małe srebrne lub złote misie w uszach, na dłoni lub na dekolcie? W wielu propozycjach stylizacji są oryginalnym uzupełnieniem garderoby małej kobietki. Córka może wymienić się bransoletką z mamą, bo modą warto się czasami pobawić, a ta propozycja na prezent nigdy nie będzie chybiona.

Świat dziecięcej biżuterii jest wyważony. Pojawiają się tradycyjne modele złotych łańcuszków lub kolczyków otrzymanych w pierwszych latach życia. To w nich zamknięte są młodzieńcze wspomnienia. Z drugiej strony jest dostępne szerokie spektrum fantazyjnych modeli – ciekawych zawieszek, kolorowych par kolczyków, o których przypomina nam marka YES. O ile wybór klasycznych propozycji jeszcze nikomu nie zaszkodził, o tyle niesztampowe pozycje przykuwają wzrok i są polem do popisu dla dzieci (i obdarowujących). Parafrazując słowa Karla Lagerfelda, dyrektora artystycznego francuskiego domu mody CHANEL, iż inspirację można czerpać zewsząd, wystarczy mieć oczy szeroko otwarte.
Z dużą dozą przekonania stwierdzam, że świat biżuterii dziecięcej powoli wysuwa się z cienia i jest on wart uwagi, nie tylko z punktu widzenia entuzjasty mody. Marki przygotowując sezonowe kolekcje analizują trendy i gołym okiem widać, że najmłodsi chcą decydować o swoim „ja”.

Alicja Szablewska

Oryginalny wpis: KLIKNIJ TUTAJ

Perły, perły! Kocham je ponad wszystko!

Haute Couture FW 2014/2015

Źródło: pinterest.com

Tytuł mojego wpisu zdradza wiele. Obnaża mnie z prawdy, którą się szczycę. Tak, lubię nosić perły o poranku i do wieczornej kreacji. Ubolewam, że dzisiejsze kobiety nie przepadają za białymi precjozami i wybierają tańsze ich zamienniki. Niestety JA nie zatrzymam dobrze naoliwionej machiny mody.
Tytuł ukrywa i inne oblicze prawdy. Tak, współpracuję z Grupą Allegro. Tak, piszę o tym, co mnie personalnie się podoba dla największej platformy zakupów on-line. Tak, jeden z moich najlepszych tekstów został pocięty na kawałki i ułożony „od nowa”. I to mnie boli, że solidny materiał został dopasowany do masowego odbiorcy. Tak, jest to duży minus pracy z korporacją, ponieważ tańczę jak zagrają.
Zatem, moi mili, kończę z rozczulaniem się nad swoją niedolą i prezentuję oryginalny tekst „Perły, perły! Kocham je ponad wszystko!” na stronie prowadzonej od A do Z w moim stylu.

Przyjemności Wam życzę,

Alicja Szablewska

Untitled

„Ot, co za dzień i znowu nie mam się w co ubrać”. Bardzo często wkładając nosa do naszej szafy, powtarzamy te słowa bez zastanowienia gdyż zwyczajowo pęka ona w szwach. Niejednokrotnie wybór właściwej stylizacji spędza nam sen z powiek, bowiem „jak cię widzą, tak cię piszą”. Kiedy mamy coś na oku, jesteśmy na ostatniej prostej, zbliżamy się do mety i lada moment wyjdziemy z garderoby jako zwycięzca, ot, pojawia się kolejna zagwozdka – biżuteria, ponieważ diabeł tkwi w szczegółach. Panie wybierają klasyczne złote lub srebrne wzory gdyż sprawdzą się w każdej sytuacji albo tańsze ich odpowiedniki ze sklepów sieciowych, ponieważ pragną iść z duchem czasu. A może zaryzykuję i tym razem mój wybór postawię na sznury białych pereł? Prawdziwe czy sztuczne? Z kolczykami lub z bransoletką? Czy ma to znaczenie? Przekonajmy się, co na ich temat mają do powiedzenia znawcy tematu i ekspert z pierwszych stron magazynów dla kobiet. Gotowe? Zapraszamy!

Gabrielle Chanel, projektantka mody, która damom XX wieku pokazała, że moda nie musi być prezentowana „na bogato”. Rezolutna rewolucjonistka swoją wizję kobiety wciela w życie od 1914 roku. Minimalistka uważała, że biżuteria powinna być fantazyjna i kosztować niewiele „bo luksus nie musi oznaczać ostentacyjnego przepychu”. W swoich projektach dużo uwagi poświęcała perłom. Nie miało znaczenia, czy są „prawdziwe, czy fałszywe, jeśli tylko nosząca je kobieta roztacza uwodzicielski czar…”.

Źródło: pinterest.com

Źródło: pinterest.com

Zdają się to nie być słowa rzucane na wiatr, gdyż dzisiejsze kobiety potrzebują przebojowości, aby odnieść sukces, a dom mody Chanel wskazuje właściwą drogę, prezentując oryginalne projekty Mademoiselle Coco w nowatorskim ujęciu… i suto ozdobione perłami. Przesadzam? Spójrzmy prawdzie w oczy. O zdanie zapytaliśmy eksperta do spraw kreowania wizerunku, Natalię Penar, według której: „Niekwestionowaną lobbystką sznurów drogocennych pereł była ikona – Coco Chanel, oprócz kultowej »małej czarnej«, o której w 1926 roku szumnie rozpisywał się amerykański »Vogue«, awansowała perły na obowiązkowy atrybut kobiecej elegancji”. Niewątpliwie są one warte uwagi, jednakże czy przetrwały próbę czasu, jeżeli na każdym rogu sklepy sieciowe zasypują nas kolekcjami taniej biżuterii, a nasze garderoby uzupełniamy perełkami must have co sezon? Czy warto mieć je w swojej garderobie, jeżeli trendy mody zmieniają się z prędkością światła, a ich cena może przyprawiać o zawrót głowy? Przekonajmy się!

Znawczyni tematu Natalia Penar nie pozostawia złudzeń, że „perły to ponadczasowy faktor dobrego stylu, który krzewiły ikony nie tylko mody, ale i filmów”. Nie pozostanę gołosłowna, a plejadę sław niech otwiera sama Sofia Loren. W filmie „Milionerka” z 1960 roku przykuwa uwagę męskiej części widowni idealną figurą, natomiast kobiety czerpią inspiracje z jej stylizacji… uzupełnionych kolią z kilku sznurów pereł.
Bezpretensjonalny dodatek w kobiecej garderobie dodał uroku filigranowej Audrey Hepburn, która pojawiła się na ekranach kin jako Holly Golightly w filmie „Śniadanie u Tiffany’ego” z 1961 roku. Do długiej, czarnej sukienki na szerokich ramionach dobrała kolię z białych pereł ozdobionych broszką wysadzaną szlachetnymi kamieniami. Choć jej strój zarezerwowany jest na wystawną galę, wszakże piękna aktorka zadrwiła ze sztywnej etykiety… przemierzając ulice Nowego Jorku z poranną kawą w dłoni. To przywodzi na myśl, że „fenomenem precjoza również jest jego uniwersalność. Zatem perły sprawdzą się do t-shirtu, marynarki i dżinsów, dyskretnej i powściągliwej »małej czarnej«, ale też w wersji drama do szykownej wieczorowej sukni. Jak mawiała Jackie Kennedy »perły są zawsze stosowne«” – kończy swoją wypowiedź Natalia Penar.

f5a42e036f9e9bba0e2c59e02616fcf2

Źródło: pinterest.com

Gwiazda amerykańskiego serialu „Dynastia”, Joan Collins, kochała białe unikaty. W odgrywanej roli Alexis Carrington łączyła damski garnitur z niebotycznej wielkości kapeluszami i naszyjnikami z pereł. Dla demonicznej intrygantki wybór formalnej stylizacji był do cna przemyślany, gdyż wzbudzał podziw i szacunek otoczenia, a „perły to ten element garderoby, który może nas umiejscowić wyżej na drabinie społecznej już przez 7 sekund pierwszego wrażenia, bowiem są kojarzone z biżuterią z wyższych sfer, podkreślającą status. W dress code mogą stać się też doskonałym wyróżnikiem – elementem, który będzie podkreślał naszą osobowość, a stosowany konsekwentnie zbuduje wizerunkową wiarygodność” – wyjawia w rozmowie z magazynem Allegro Monika Jurczyk, pierwsza polska personel shopper i autorka książki „Szefowa swojej szafy”.
Sarah Jessica Parker, odtwórczyni postaci Carrie Bradshow, w kultowym serialu i filmie „Seks w wielkim mieście”, pokazała, że moda łączy pokolenia. Ubrania z bieżących kolekcji domów mody łączyła z dodatkami vintage, również ze sznurami pereł. Ta kooperacja zawsze wychodziła im na zdrowie, gdyż za zaradną pisarką oglądali się nie tylko mężczyźni. Styl Carrie Bradshow jest drogowskazem dla kobiet szukających swojego miejsca na Ziemi i pokazuje, że indywidualność jest zawsze w modzie, niezależnie od wieku.

Jedna z czołowych polskich blogerek mody Macademian Girl postawiła swoją oryginalność na jedną kartę i wygrała. Jej stylizacje cieszą oko, nie odbiegają od trendów mody… i zahaczają o klasyczną piękność: – Perły to dla mnie synonim ponadczasowej klasy i jestem przekonana, że nigdy nie wyjdą z mody. Uwielbiane przez Coco Chanel, która je rozpowszechniła, zastępując drogie perły naturalne, równie efektownymi, choć mniej trwałymi, sztucznymi odpowiednikami. Kobiety oszalały na ich punkcie! Sama często ozdabiam nimi stylizacje, bo uważam, że dodają im ducha retro elegancji. Trzeba pamiętać jednak, że perły to nie tylko naszyjniki, pierścionki czy kolczyki, ale także materiał do ozdabiania ubrań. Wzory wyszywane perłami to domena projektów haute couture – wymienia blogerka.
Anne Hathaway pokazała się z najlepszej strony rolą młodziutkiej stażystki do zadań specjalnych Andy Sachs w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. Żelazna dama – redaktor naczelna Miranda Priestly – podarowała asystentce porządną lekcję życia i nadała jej ogłady – wypracowała styl niczym z edytorialu paryskiego żurnala. W garderobie ambitnej pracownicy znalazło się miejsce dla pereł zakładanych do białej koszuli, czarnego sweterka odkrywającego ramiona i dwukolorowego tweedowego kaszkietu. Całość wpisuje się w mistrzowski zestaw dopracowany do ostatniego guzika w myśl zasady, pod którą Gabrielle Chanel podpisywała się obiema rękoma, mówiącej, że „prostota jest kluczem do prawdziwej elegancji”. Perły wpisują się w tę definicję bez dwóch zdań.

Świat mody nie jest samodzielnie funkcjonującym tworem. Pokazy kolekcji wysokiego krawiectwa lub prêt-à-porter przedstawiane podczas fashion weeków współgrają ze światem sztuki i filmu. Czy jest to tylko przypadek, że jeden z najlepszych filmów kostiumowych minionych lat „Wielki Gatsby” pokazuje czasy epoki jazzu, lat 20. XX wieku i mody na biżuterię z perłą w roli głównej?
Możliwe, że tak, jednakże jak pokazała historia filmu oraz mody XX i XXI wieku, te maleńkie precjoza są bardzo istotnym elementem tworzącym zawartość kobiecej szkatułki. Ponadczasowe i zdające egzamin w każdej sytuacji. Do towarzystwa dla czarnej wizytowej sukni lub w wersji casual – a może 2 w 1?

Alicja Szablewska

Oryginalny wpis: KLIKNIJ TUTAJ

Jak moda i jedzenie zwarły szyki w przemyśle odzieżowym?

Halina Kunicka śpiewała: „Lato, lato, lato czeka”. Choć do kalendarzowego lata brakuje kilku dni, to zwiewne mini lub maxi sukienki nosimy z powodzeniem od kilku tygodni. W bieżącym sezonie jest przyzwolenie na odważne prezentowanie trendu mody: „chodzę w tym, na co mam ochotę”, a zatem zabawa z modą jest na wyciągnięcie ręki.
Choć ta idea może nas przerażać, ponieważ staramy się prezentować nienagannie i nie narażać na krytykę, jednakże historia mody zna wiele ciekawych przykładów, kiedy projektanci podchodzili do prezentowania mody z przymrużeniem oka. Ekscentryczna Elsa Schiaparelli przygotowała dla księżnej Windsoru, Wallis Simpson, suknię w homarowy wzór w 1937 roku. O ile nie posiadamy informacji, jak królewski dwór przyjął oryginalną kreację księżnej, o tyle motyw jedzenia i mody tworzy smakowitą kompozycję i na stałe zagościł w naszym menu.
Szał na fotografowanie jedzenia ogarnął nas wszystkich. Kto z nas ma znajomych publikujących zdjęcia jedzenia na portalach społecznościowych, niech podniesie rękę do góry. Moda na jedzenie ogarnęła świat, a jaka jest zawartość jedzenia w modzie? Czy są to tylko ubrania z naniesioną aplikacją na przykład: lodów? A może przemysł mody lubi wykorzystywać taką kooperację dla wielu aktywności, bo sprzedaje się one jak gorące bułeczki?

Jednym z najgorętszych trendów ostatnich lat jest bycie fit, toż w zdrowym ciele jest zdrowy duch. Polacy stadnie uprawiają sporty nie wymagające zakupu profesjonalnego sprzętu, lecz nie żałują pieniędzy na dobre jakościowo obuwie sportowe. Według raportu „Rynek artykułów i odzieży sportowej w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy na lata 2015-2020” opracowanego przez firmę konsultingową PMR „odzież jest największym wartościowo segmentem rynku (41% w 2015 roku)”, natomiast „najszybszy wzrost jest notowany w kategorii obuwia sportowego (25% wartości rynku w 2015 roku)”. Pamiętajmy jednak, że nasze starania o wymarzoną sylwetkę na nic się zdają jeżeli w naszym menu nie mamy zbilansowanej diety. Choć możemy zyskać podziw i uznanie w oczach naszych bliskich stosując rozmaite diety „cud” i spalając kalorie w pocie czoła, jednakże dyrektor kreatywny włoskiego domu mody Moschino, Jeremy Scott jest odmiennego zdania i promuje modę na niezdrowy lifestyle. Dla kolekcji capsule na sezon jesień-zima 2014|15 zaproponował 10 modeli ubrań i akcesoriów z bardzo widocznym logo McDonald’s. Brzmi niedorzecznie? Znana bloggerka mody – Chiara Ferragani bardzo chętnie pozowała do zdjęć z wartą 1.265 dolarów czerwoną torebką z charakterystyczną żółtą literą M. Modzie na fastfoodowy look również uległa polska modelka Joanna Horodyńska. Słów nie rzucam na wiatr i serwuję kolejny przykład. Francuska marka Colette nawiązała współpracę z fastfoodowym liderem i w roku ubiegłym wypuściła limitowaną edycję spikselizowanych koszulek i innych akcesoriów (saszetek, szalików i pokrowców na telefony komórkowe) inspirowaną sławnym Big Makiem oraz frytkami. Dla świata mody było to sporym zaskoczeniem, że marka kreująca lifestyle naśladowany przez ludzi z całego świata weszła w niecodzienną współpracę. Z drugiej strony nie powinno być to dla nas dłużej zaskoczeniem jeżeli restauracje McDonald’s sprzedają dziennie 2.000.000 posiłków w samej Francji.

Wspomniany Jeremy Scott nie pomylił się przewidując, że trend z fast foodem i modą w tle zyska na popularności, ponieważ francuski dom mody BALMAIN dla kampanii reklamowej na sezon wiosna-lato 2015 umieścił czołowe modelki, między innymi Adrianę Limę czy Rosie Huntington-Whiteley w kreacjach wartych tysiące złotych… zajadające się burgerami. Olivier Rousteing, dyrektor kreatywny marki premium wybrał nietypową formę promocji dla swojej kolekcji, ponieważ jest zdania, że „nie możesz jeść kawioru każdego dnia”. Czy moda na „codzienność” lub „rutynę” jest zjawiskiem normalnym w czasach wszechobecnej hipsteryzacji?
Karl Lagerfeld zaprezentował kolekcję na sezon jesień-zima 2014|15 w paryskim Grand Palais ucharakteryzowanym na wnętrze supermarketu. Cara Delevingne i Kendall Jenner dumnie prezentowały modele torebek przypominające do złudzenia kartony po mleku kokosowym lub owinięte w folię spożywczą jak porcja drobiu. Opakowanie ryżu basmati z podwójną literą C lub „Little Black Tea” dla każdego? Taka prezentacja tematu pretenduje to bycia najpopularniejszą na kontach użytkowników Instagrama po dzień dzisiejszy. Modele torebek z tejże kolekcji (pomimo zawrotnych cen od 3.600 do 8.800 dolarów) sprzedawały się jak gorące bułeczki. Anna Dello Russo (konsultantka mody dla japońskiego wydania magazynu Vogue) pozowała z metalowym, podręcznym koszykiem spożywczym za bagatela 12.500 dolarów.
Dla fashionistów i entuzjastów mody nie ma znaczenia ile płacimy za daną rzecz. Dla nich ważna jest przynależność do konkretnej subkultury lub możliwość utożsamiania się z konkretną marką fashion. Dyrektor artystyczny domu mody Chanel, Karl Lagerfeld wykorzystuje tą możliwość do cna. Dwukrotnie, w roku 2010 i 2011, wziął udział w akcji promującej swój wizerunek na puszkach dietetycznej coca-coli. W tej współpracy należy się doszukiwać drugiego dna. Według Nika Thakkara, specjalisty ds. brandingu marki Coca-Cola, osoby pijące dietetyczną „colę” mają wiele wspólnego z modą. Były dyrektor kreatywny domu mody Dior, Raf Simons były zdziwiony jak gigantyczne ilości dietetycznej coca-coli są codziennie wypijane przez jego podwładnych. Marka spożywcza, która w rankingu magazynu Forbes zajęła 4. miejsce na liście 100 najbardziej znaczących marek w 2015 roku, chętnie nawiązuje współpracę z projektantami mody. Pierwsza miała miejsce w 1993 roku, kiedy do debiutu został zaproszony Matthew Williamson. Kolejnymi byli Jean Paul Gaultier, Marc Jacobs, marka Moschino. Natomiast Sophia Webster zaprojektowała linię butów z motywem puszki coca-cola na sezon wiosna-lato 2015 roku.
Tim Walker od dekady fotografuje sesje fashion dla międzynarodowych edycji magazynu Vogue, jednakże ze sztuką samą w sobie związany jest od 15 lat. W wykonywanej pracy niejednokrotnie wykorzystuje motyw jedzenia. Może się pochwalić fotografią Helena Bonham Carter w dostojnym stroju wzorowanym na kreacji królowej Elżbiety II i puszką coca-coli na głowie. Brzmi awangardowo? Nierealistycznie? Styliści przygotowują edytoriale szukając inspiracji w spuściźnie swoich przodków, a często żenią nowe i stare ujęcie tematu. Suto zakrapiany stół w mrocznej scenerii XIX-wiecznego ogrodu był tłem dla prezentacji kolekcji Christiana Lacroix w grudniowym wydaniu Vogue’a z 1996 roku. Duet włoskich projektantów Domenico Dolce i Stefano Gabbana szuka natchnienia w zasięgu ręki. Często prezentuje sezonowe kolekcje w bliskiej ich sercu scenerii – sycylijskiej restauracji lub w towarzystwie najbliższych podczas rodzinnego obiadu. Na zmysły damskiej części społeczeństwa mogą podziałać kampanie ukazujące młodych Włochów skąpo odzianych w szorty i bieliznę, a jednocześnie stołujących się w ristorante italiano lub kupujących świeże ryby na nadmorskim targu. Uff, zrobiło się gorąco, a ja poczułam się spragniona.
Chcąc ugasić swoje pragnienie, warto wybrać się na „małą czarną” do jednej z kawiarni sygnowanych logo projektantów mody. Kawiarnie Gucci lub Giorgio Armaniego zlokalizowane są przy autorskich butikach w Mediolanie. Ich wnętrza są skromne i nie odzwierciedlają tożsamości marki, w przeciwieństwie do wystroju kawiarni Prady bijącej wszystkie inne na głowę. Jest słodko, baśniowo, wykwintnie niczym w epoce Marii Antoniny. Jeżeli jednak kierujemy się w stronę Wielkiej Brytanii, to marka Burberry proponuje filiżankę gorącej herbaty parzonej tradycyjnie o godzinie piątej. Miłośników biblii mody ucieszy informacja, że w przyszłym miesiącu zostanie otwarta pierwsza kawiarnia Vogue’a w zachodniej części Starego Kontynentu, w Londynie.

Najlepszy kąsek zostawiłam na deser. Crème de la crème jest ciastko wzorowane kultowym modelem pomadki Chanel. Karl Lagerfeld pokazał się z najlepszej strony raz jeszcze opracowując słodki koncept, a wykorzystując swoją popularność do granic możliwości. Zdjęcie podpisane hashtagiem #Selfie #KarlLagerfeld #Foodie #FoodPorn przysporzy nam kilkunastu nowych zwolenników na platformie „must have” – Instagram. Fotografowanie jedzenia i publikowaniu zdjęć na portalach społecznościowych jest modnym trendem, a pochodząca z Bliskiego Wschodu projektantka mody Reema Al Banna sprytnie wykorzystała ogólnodostępne fotografie dla kolekcji cruise na sezon wiosna-lato 2016. Wtóruję słowom, że „inspirację można czerpać ze świata nas otaczającego, wystarczy mieć oczy szeroko otwarte”.

W Polsce moda na apetyczne ubrania nie sprzedaje się i jest to temat zarezerwowany dla rodzimych, oryginalnych conceptów aniżeli ich produkcja odbywa się masowo. Marka Pan Tu Nie Stał proponuje koszulki z krótkim rękawem z ziemniakami i schabowym w rolach głównych. Jeżeli czujemy się staromodni w tym aspekcie, bo kotlet w panierce wydaje się pospolity to dostępne są t-shirty ozdobione drukiem – kawałkami pizzy od marki Yeah Bunny. Dużo w tym temacie ma do powiedzenia brand Aloha From Deer wychodzący z propozycją dla odważnych – kombinezonem w burgery. Czy ktoś jest w stanie to przełknąć i odziać się w wołowe kotlety? Tak! Tylko dla dobrej zabawy. Proponuję skosztować spokojniejszego rozwiązania – koszulki z krótkim rękawem w misie-żelki.

Świat mody nie jest samodzielnie funkcjonującym tworem, którego lansowane trendy są pozbawione głębszego kontekstu. Świat kultury i sztuki lub polityki oraz ekonomii przeplatają się ze światowym rynkiem odzieżowym. Czyż nie jest to prawdą, że kryzys ekonomiczno-finansowy z 2008 roku spowolnił koniunkturę na całym świecie, a klienci klasy średniej zrezygnowali z zakupów u czołowych projektantów lub domów mody? Czy zawirowania na chińskim rynku finansowym mają przełożenie na malejącą sprzedaż dóbr luksusowym marek premium w Azji? Obydwie odpowiedzi są twierdzące, dlatego dla przykładu prezentowanie jedzenia i mody na talerzu sprzedaje się, bo ludzie zwyczajnie chcą być na czasie z tym, co jest modne tu i teraz. Jestem zdania, że jeżeli pomysł koszulek z logo McDonald’s przypisać polskiemu projektantowi to kolekcja przeszłaby bez echa i nie cieszyłaby się zainteresowaniem zagranicznych mediów.

Bardzo często słyszymy, że w dzisiejszych czasach chcemy „mieć”, aniżeli „być”, jednakże jeżeli masz znane nazwisko, to nie ma znaczenia, co nam serwujesz, bo świat ślepo będzie za tobą podążał. Zakończenie miało być smaczne, a wyszedł klops.

Alicja Szablewska

Oryginalny wpis: KLIKNIJ TUTAJ