Maciej Zień is back to the game

Data 12 czerwca 2017 roku na długo zapadnie w mojej pamięci i wszystkich związanych z modą za pan bart, którzy mieli przyjemność pojawić się osobiście na pokazie mody u projektanta wszech czasów – Macieja Zienia. Fotorelacja kolekcji First Lady już obiegła świat i tylko krytykujący, którzy nie pozostawili na niej suchej nitki – najzwyczajniej w świecie się pomylili, albowiem współtwórca polskiej sceny modowej wykonał kawał dobrej roboty.

Najważniejsze polskie portale modowe piszą o kolekcji Macieja Zienia w kontekście pierwszych dam – first ladies. Polska lub zagraniczna polityka nie leży w polu moich zainteresowań, toteż nie mam zdania, a przedstawię własny punkt widzenia, który nie został dostrzeżony przez popularnych, a powinien mieć miejsce. Zień (jak wielu innych) przygotowując kolekcję inspirował się stylistką coutures XX wieku – Christiana Diora i współczesną wersją promowaną przez Marię Grazię Chiuri – Pierwszą Kobietą, która zarządza zespołem u Diora od 2016 roku. Czy Włoszka jest tą First Lady? Na scenie modowej jest dużo wolnej przestrzeni dla dowolnej interpretacji.

Pokaz mody został otwarty z przytupem. Na marmurowe posadzki warszawskiego Teatru Wielkiego wkracza modelka w ognistej kreacji. Asymetryczny midi płaszcz z rozciętymi rękawami i spięty paskiem w talii, pojawia się w #relacji zaproszonych gości, a followersi czują, że ten pokaz przejdzie do historii. Pomarańcz – niegdyś kiczowata – u projektanta jest na pierwszym miejscu i buduje tą wyrazistą kolekcję, ponieważ Zień postawił na oranżowy odcień dla szerokiej konfekcji bluzek, swetrów, płaszczy lub sukienek. Ukazuje się również marchewkowy total look – zasada łączenia trzech kolorów w jednej tonacji.

Maciejowi Zieniowi się to się udało i wiele innych. Mam na myśli fakturę maxi płaszcza wiązanego w pasie i obszytego frędzlami. Trudna do zdefiniowania ta materia, wystarczy na nią spojrzeć.

6_MaciejZien120617_web_fotFilipOkopnyFashionImages-682x1024Mnie do gustu przypadły futrzane zdobienia… okrycia wierzchniego. Kreator doskonale interpretuje bieżące trendy, bowiem klasyczny płaszcz chroni przed niepogodą lub jest niezwykle ciekawą alternatywą dla tradycyjnych koktajlowych piękności.

Pojawiają się tweedowe sukienki oraz jedwabne komplety (oversize’owa bluzka bez ramion, o klasycznym dekolcie i dłuższym tyle pasuje ze spódnicą 3/4, której krój tworzy delikatnie zaznaczające się kontrafałdy). Uwagę gości przykuwają błyszczące na wszystkie strony świata kreacje (są to kryształy Swarovskiego oraz muśliny), w których blasku odbija się skromna sylwetka utalentowanego Polaka.

W kolekcji dopatrujemy się nawiązanie do mody lat 50. XX wieku i kreacji żon ówczesnych amerykańskich prezydentów. Są to dopasowane spódnice i garsonki, z drobiazgową troską o detale: paski, biżuterię oraz długie skórzane rękawiczki. Maciej Zień wtóruje tym czasom… w XXI wieku. Melania Trump również upodobała sobie długie rękawiczki, jednakże to Amal Clooney zadała szyku na czerwonym dywanie (podczas gali wręczenia Złotych Globów w styczniu 2015 roku) prezentując się w total looku made by Dior – długiej sukni i rękawiczkach o których mówiono więcej niż o uroczystym raucie. Na uwagę zasługują wybrane projekty z kolekcji „First Lady”, bowiem nawiązują do ikonicznego projektu monsieur Diora z 1947 roku. Kolekcja New Look odbiła się echem, bowiem definitywnie zrywa z powojenną stylistyką, zaś Dior zrobił to teatralnie – wprowadzając spódnicę do której uszycia zużyto metry tkaniny. To nie jest jedyne nawiązanie do tematyki wojny – metaforycznie zaakcentowanej w kolekcji. Maciej Zień zakończył pokaz oryginalnie i na wskroś wymownie. Pojawił się w koszulce z manifestem: ‚War, what‘s it good for? Absolutely nothing!’. Pomysł prezentowania głośnych haseł o emancypacji kobiet jest ideą Chiuri – dyrektor kreatywnej Diora, która rok 2017 utożsamia z siłą kobiet. Przypadek? Nie sądzę jak również w ten, że Zień (może?) pragnął pokazać polskiej Pierwszej Damie, że czasy w których przyszło nam żyć zmierzają do wojny. Niegdyś pierwsze damy łagodziły nastroje społeczne, a czy nasza Pierwsza Dama – Agata Duda odważy się pokazać siłę w tym wyjątkowym roku? Czas pokaże.

Alicja Szablewska

Źródło: materiały prasowe.

Zimmermann wie, co jest dobre

Powinnam wzbraniać się słów, że ta kolekcja jest po prostu ładna. Ot, subiektywne opinie nie powinny paść z ust wziętej redaktorki mody (chyba, że są one wypowiadane w prywatnej rozmowie), jednakże marka Zimmermann zachwyca estetów oraz pasjonatów mody kolekcją RTW na sezon wiosna-lato 2017. Dlaczego?

_mon0717Przede wszystkim jest ona dwubiegunowa. Mam na myśli, że jest sprzeczna sama w sobie – żeni dwa różne obozy. Subtelna, a jednocześnie zmysłowa. Pokazuje kobiece ciało, wodzi mężczyzn na pokuszenie, widok koronek zaczyna rozpalać wyobraźnie panów, a w kilku projektach przemycona zostaje delikatność lolity, która gasi ten płomień. Kokieteryjność? Nie w tą stronę, drodzy panowie.

_mon0339W projekcie damskiego garnituru to faktura w kratę wiedzie prym. W wiosennej kolekcji marki Simple – CP dostępnej w sklepach stacjonarnych i na platformie on-line, również pojawiła się ta propozycja. Biały t-shirt zamiast oficjalnej koszuli z długim rękawem lub golfu? To może się sprawdzić nawet jeżeli korporacja jest Twoim drugim domem. Wygoda górą, a casualowy look – łączący sport i elegancję jest na świeczniku od kilku sezonów.

Fikuśne, a pełne szpilki mogą być niebanalnym uzupełnieniem tej stylizacji, a jednocześnie nadać jej oficjalny charakter. Spójrzmy na premier Wielkiej Brytanii – Panią Theresę May, która do formalnych garsonek dobiera „odjechane” czółenka. Można? Można!

eaafe5af0878158cc7eab8da42200219Wróćmy jednak to tematu głównej kolekcji. Nie sposób powiedzieć o niej, że jest nudna… Jest bardzo oryginalna, ponieważ łączenie wielu deseni przy jednym modelu – dla przykładu: maxi sukience – marce Zimmermann wyszło fantastycznie. Zapewne ta kolekcja nie będzie inspiracją dla wielu masowych marek mody, gdyż inność jest po prostu out of fashion.

Alicja Szablewska

Źródło: vogue.com, pinterest.com, simple-cp.com.

Do trzech razy sztuka!

… I znowu szczęście przeszło obok mojego nosa. Główkowałam, trudziłam się w pocie czoła, aby moja konkursowa praca przeszła etap rekrutacji i mnie zapewniła miejsce w szeregu najlepszych. Jednej z dziesięciu.
Niestety, tym razem się nie udało. Czy pomyślność dopisze w przyszłym roku? Mam 50 proc. szans na wygraną i dwanaście miesięcy na przygotowanie.
Pisząc o sobie tu i teraz, prawie zapomniałam o najważniejszym. Moja praca realizuje temat DIFFERENT = IRREPLACEABLE. Jest to myśl przewodnia tegorocznego festiwalu Art & Fashion Forum zbliżającego się wielkimi krokami.
O czym piszę? O indywidualności szytej na miarę naszych czasów. O modzie na masowy punkt widzenia, która niszczy przemysł odzieżowy. Stawiam tezę: Czy będąc oryginalnym można kreować modę zapamiętaną przez potomnych? Przytaczam sylwetki wspaniałych projektantów mody otulonych w siedem cnót głównych. Oryginalnie? Moim zdaniem o to w modzie biega. Jeżeli moi drodzy Czytelnicy nie ścigają się dzisiaj z czasem, to proszę się skupić i wgryźć w tekst. Dobre słowo zapewniam, kiedy pogoda płata nam figle.

Alicja Szablewska

INDYWIDUALNOŚĆ SZYTA NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW

     W latach 70. XX wieku, kiedy kapitalizm jak dobrze naoliwiony parowóz rozpędzał się do maksymalnych prędkości prąc w nieznane – Amancio Ortega zaczynał pracę u podstaw jak nasi rodzice, tworząc zalążek do budowania własnego „ja” – biznesu, który w latach późniejszych okazał się drogą do przeznaczenia. Przedsiębiorstwo Hiszpana działało w branży bieliźniarskiej, jednakże Ortega czuł, że może przenosić góry jak na ówczesne czasy. Pragnął podarować swoim klientom pożądany przez nich produkt tu i teraz, bez konieczności oczekiwania długich miesięcy na jego powstanie i pojawienie się na półkach sklepowych. Niemożliwe? Tylko w teorii. Pomysłowy przedsiębiorca miał nosa, odrobinę szczęścia i dopiął swego, ponieważ jego pierwsza marka sieciówkowa Zara, założona w 1975 roku, wyniosła jego na szczyt i umieściła businessmana z krwi i kości na pierwszym miejscu listy najbogatszych ludzi świata 2016 roku według magazynu Forbes. Chylę czoła dokonaniom możnych tego świata, a Ortega jest członkiem elitarnego klubu najlepszych. Czego się dotknie, zamienia w złoto.
Złotym biznesem jest grupa Inditex składająca się z ośmiu marek. Licząca łącznie 7.013 sklepów (w styczniu 2016 roku), w 91 państwach świata i obecna na 5 kontynentach. Imponujące osiągnięcie, prawda? Grupa ośmiu wspaniałych brandów wypracowała sprzedaż na poziomie 20 miliardów 900 milionów euro w roku finansowym 2015 i osiąga coraz wyższe loty. Najmocniejszy as w rękawie Ortegi – marka Zara jest odwiedzana przez statystycznego klienta średnio siedemnaście razy w roku kalendarzowym i ten wynik umacnia pozycję it marki na światowym rynku. W 2011 roku prezes Inditex usunął się w cień, jednakże nikt i nic nie odbierze mu zasługi dla rozwoju mody na masowy punkt widzenia. Amancio Ortega jest prekursorem i liderem fast fashion – mody, która szybciej znika z półek sklepowych niż się na nich pojawia.

Moda na masowy punkt widzenia jest wytworem ery kapitalizmu. Narodziła się w latach 40. XX wieku, w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i następuje w sposób ewolucyjny. W tym okresie zapanowała moda na tak zwany praktyczny ubiór – amerykański styl sportowy różniący się od strojów do aktywności fizycznej, skonstruowany z innowacyjnych materiałów i za pomocą nowych technik kroju. Ubrania gotowe wysunęły się na prowadzenie, w Europie ów trend pojawił się już po II wojnie światowej. Jak pisze Marcin Różyc w książce „Nowa polska moda”: „strój nabiera cech mody wtedy, gdy przestaje wyłącznie chronić i zaczyna coś wyrażać: bunt, bogactwo, przynależność do jakiejś grupy czy kultury. Moda może też symbolizować władzę, religię i siłę, ale także mądrość”. Czy zatem to, co nosimy mówi o nas więcej niż to, co mamy? Jest to odważna teoria niemieckiego filozofa Ericha Fromma, jednakże ulica jest odmiennego zdania. Na platformach społecznościowych „panny nikt” kreują wyidealizowaną rzeczywistość daleką od prawdy o nas samych, a masy to kupują, bo „społeczeństwo masowe to społeczeństwo skrajnego, wypaczonego hedonizmu, opartego na najbardziej pierwotnych instynktach”. Łatwiej i taniej jest stanąć w jednym szeregu z innymi niż wyłamać się z tłumu. Moda ubrała się w powszechność i powtarzalność. Lansuje trendy na niemodne wartości, dla przykładu – przedmiotowość. W roku ubiegłym wielu znamienitych twórców mody na światowym poziomie pożegnało się ze stanowiskami kierowniczymi. Wstąpili w szeregi innych domów lub słuch po nich zaginął. Co robią Alber Elbaz, Hedi Slimane czy Raf Simons? Ten ostatni jeszcze niedawno projektował sześć kolekcji rocznie dla francuskiego domu mody Christian Dior. Po zakończonej współpracy z żalem w głosie powiedział: „Tworzenie kolekcji wymaga czasu, a ja tego czasu nie dostałem”. Świat mody jest okrutny i przeniknięty do cna żądzą pieniądza. Kto nie przyjmie jego reguł za stałą, ten wypada z tej gry szybciej niż do niej dołączył.
Przynależność do grupy o której mówią masy jest wygodne, bo nigdy nie zaliczysz gafy i daje poczucie bezpieczeństwa, jednakże performerka Marina Abramović stawia kontrę. Kontrowersyjna artystka jest zdania, że „jeżeli pójdziesz łatwą ścieżką, to nigdy się nie zmienisz”, a świat mody otwiera się i na indywidualności. Blogerki Macademian Girl lub Man Repeller zostały życzliwie w nim powitane. Postawiły wszystko na jedną kartę. Swą charyzmą oraz siłą charakteru wygrały z masowym punktem widzenia. Trendsetterzy mają wizję siebie, którą konsekwentnie i z uporem wcielają w życie. Jednostki wyjęte z kontekstu? Owszem, „bo najważniejszym jest być wiernym swoim zasadom” – nie są to słowa bez pokrycia w życiu utalentowanej polskiej skrzypaczki Patrycji Piekutowskiej. Nasza Rodaczka sprzeciwiła się ocenie nauczycielki, bo uznała ją za niesprawiedliwą i krzywdzącą. Pani profesor zmieniła zdanie, przyznała właściwą ocenę i zyskała podziw w oczach przyszłego wirtuoza. Projektantka Dominika Nowak wytrwale i pod prąd realizują wizję mody inspirowaną sztuką. Przypadek? Ależ skąd. Wiedzą o tym liczni, albowiem „sztuka jest formą przeżycia życia” według znawczyni tematu Yoko Ono. Czy będąc oryginalnym można kreować modę zapamiętaną przez potomnych?
Oto przykłady siedmiu wspaniałych projektantów mody, których twórczość artystyczna jest manifestem na trudne czasy w których żyją i pracują. Kultowe projekty wyrażają więcej niż tysiąc słów i są odzwierciedleniem siedmiu cnót głównych. Oryginalnie? Inność wyróżni Cię z tłumu, a w czasach teraźniejszych oryginalnymi stają się ci, którzy mają odwagę odwoływać się do tradycji i kultywować przekazywane wartości dla przyszłych pokoleń.

     „Niech się dzieje wola nieba!” jak zakrzyknął Rejent Milczek u Fredry. Maksymie zdaje się hołdować John Galliano. Projektant ukochany przez świat mody, stworzył z nią związek niepowtarzalny. Pielęgnowany, dopasowany, niestety czasem ograniczony. Nagle, niespodziewanie, nadszedł kres tworzenia obrazowych kreacji zapadających w pamięć i w serce entuzjastów segmentu wysokiego krawiectwa. Niefortunny zbieg okoliczności, przypadkowe spotkanie, wygnanie i zapomnienie. Po kilku latach rozłąki, sir Galliano powrócił, uwiedziony przez modę. Czy od losu dostał drugą szansę?
Podczas londyńskiego tygodnia mody kolekcji męskiej, mistrz zaprezentował kolekcję Artisan przeznaczoną kobietom. Groteska? Tylko pozorna. 24 modele przeszyte grubą nicią chaosem jego kreatywnej duszy. Tematyczne, retrospektywne, współczesne i spójne z filozofią domu mody Martina Margieli. Nowy naczelnik armii białych fartuchów zadanie wykonał wzorowo. Spokój ducha Galliano zachowany. Autorytet i poważanie odzyskane.
Projektant naszych czasów dostał bolesną lekcję życia. Zrozumiał jej sens i otulił się pokorą – pierwszą, a zarazem pierwszorzędną cnotą. Szczodrości życia nie posmakował Alexander McQueen. Urodzony na angielskiej ziemi, pokochany przez jej ludy i rodzinę królewską. U szczytu swojej sławy, w kwiecie wieku, wysławiany pod niebiosa. Skromny do szpiku kości mistrz pożegnał się ze światem żywych. Projektant z wizją walczył z demonami przeszłości – tragicznego dzieciństwa. Choć jego kolekcje bywały na pozór agresywne, przedstawiały prawdę o nim samym, walkę świata dobrego ze złym. Osławiony projekt Savage Beauty, wydany po śmierci geniusza, przedstawia ikoniczne kreacje powstałe z miłości projektanta do natury, anatomii, historii oraz romantyzmu. Za jego życia wartość owych projektów przyprawiała o zawrót i ból głowy, wszakże McQueen daleki był od brania – pragnął dawać. Z drugą cnotą – hojnością, McQueen był za pan brat. Oryginalna osobowość, indywidualność nie do podrobienia, pokazała nam – materialistom, na czym polega prawdziwa miłość.
W skomercjalizowanym świecie ważkich wartości, dla przykładnych projektantów mody przewidziane jest szerokie pole do popisu. Herezja? Tak, bo świat mody jest przewrotny do granic możliwości oraz nie- bo wiara (w ludzi) czyni cuda. Nadzieją na lepsze jutro jest postać Saudyjczyka Ashi, którego baśniowe kreacje wzbudzają zachwyt i ciekawość najbardziej opornych. Przesada? Spójrzmy prawdzie w oczy. Mistrzowskie cięcie materiałów. Precyzja. Warsztat dopracowany w najmniejszym calu. Ideał? Wierna kopia talentu Jeanne Lanvin lub przyjaciela po fachu Toniego Maticevski. W czym tkwi sekret powodzenia? W solidnym fundamencie. Banał na miarę naszych czasów? Nie do przyjęcia. Suto zdobione suknie projektanta z Bliskiego Wschodu mają jedną stałą cechę. Są powtarzalne do bólu. Czy jest to zarzut? Stwierdzenie faktu. Biel – barwa symbolizująca niewinność przeszywa na wskroś sezonowe projekty. Cnotliwa kolekcja? Czystością jego łzy spowita. Która jest najważniejsza?
Ta wczorajsza, roku kalendarzowego 2015, przywdziewana letnią porą. Najpiękniejsza? Ona przemawia oryginalnością i autentycznością. W czasach skalanych ludzką żądzą i chciwością to nadzieja umiera ostatnia. Słowa bez pokrycia? Dla niedouczonych i nieporuszonych niewspółczesnymi, a wciąż modnymi i na czasie autorytetami. „Miej serce i patrzaj w serce”. Niech te mądre słowa wieszcza Adama Mickiewicza będą początkiem boju o cnotę miłości. Projektanci w modzie prawdziwie zakochani stanęli w jednym rzędzie. Piekielnie utalentowani, błyskotliwi, osławieni. Niejednokrotnie są zasypywani medalami. Kto z nich okaże się triumfatorem i zdobędzie złote runo? Hiszpańska marka Delpozo ma najwięcej szczęścia i zasłużenie wygrywa. Projekty geniuszu Josepa Fonta porywają serca śmiertelników. Z architekturą jest on za pan brat. Czyste formy kłębiące się w myślach mistrza – urzeczywistnia. Czy świat pięknie ubiera? Kolekcja prêt-à-porter na sezon jesień-zima 2016 literalnie oddaje ducha marki stawiającej na nieoczywiste połączenia. Tradycja i współczesność? Zgrany duet. Kolekcja jest przyjemna dla oka, ale co sprawia, że jest wyjątkowa? Dlaczego to Font króluje nad wszystkimi i dzierży berło uznania? Przyjrzyjmy się detalom – skórzanym rękawiczkom powyżej łokcia. Występujące w kilku intensywnych barwach, bogato zdobione fantazyjną roślinnością i wykonane z materiałów we wszystkich kolorach tęczy. Swoją niepowtarzalnością pieszczą zmysły estetów. Niejednokrotnie utwierdzamy się w przekonaniu, że piękne projekty powstają z miłości do świata nas otaczającego. Josep Font zdobył się na odwagę, zaprezentował nowy produkt, zainspirował innych? A może wyznaczył nowy styl w modzie? Czas pokaże czy jego wizja kobiety „ponad podziałami” XXI wieku obroni się dzielnie. Ideom promującym inność w świecie mody wtóruje francuska projektantka Bouchra Jarrar. Pracowała dla najlepszych domów mody, wszakże to praca nad własnym nazwiskiem przyniosła jej najwięcej satysfakcji. Choć poszybowała już wyżej, to skoncentrujmy się na aktywnościach skromnej postaci do marca bieżącego roku. Dlaczego? To madame Jarrar przypisano piątą cnotę – umiarkowanie, bazując na osiągnięciach własnego nazwiska. A jaki rodzaj mody będzie prezentowany przez Francuzkę w przyszłości? Odpowiedzi szukajmy w najnowszej kolekcji ready-to-wear domu mody Lanvin.
Bouchra Jarrar jest minimalistką z wyboru. Inspiruje ją życie codzienne. W tworzonych kolekcjach dla segmentu wysokiego krawiectwa nie przystała na kompromis i nie zaprezentowała mody ocierającej się o przepych, nawet w grudniu 2013 roku, kiedy stała się oficjalnym członkiem elitarnej organizacji Chambre Syndicale de la Haute Couture zrzeszającym trzynaście najlepszych nazwisk. Kolekcją haute couture na sezon wiosna-lato 2014 obroniła własną ideę piękna. Prezentowane kreacje wysokiego krawiectwa mogą być w wersji na dzień. Długie spodnie w kant o rozszerzonej nogawce. Powłóczyste maxi suknie o delikatnie zarysowanej linii litery A. Podstawowa kolorystyka. Elementem wyróżniającym kolekcję są pióra, futro i złote zamki. Delikatnie, eterycznie, ze smakiem. Umiarkowanie najwyższych lotów, a Bouchra Jarrar jest ptakiem, który rozwija skrzydła.
Drogą projektantki made in France podąża Magda Butrym. Naszą rodaczkę można by otulić cnotą rozwagi, wszakże przybrała ona drugie imię – szóstej cnoty – cierpliwości. Złośliwi powiedzą, że szczęście spadło jej z nieba. Skromna blondyneczka, która unika świata mediów jak diabeł święconej wody – zaliczyła miażdżącą porażkę zanim świat o niej usłyszał. Nie poddała się. Otrzepała fartuch z kurzu i wstała na równe nogi. Szlifując swój warsztat na plecach Joanny Przetakiewicz, pokonała lwicę salonową. Zadebiutowała.
Polska projektantka tworzy dwie kolekcje sezonowe rocznie. Każda z nich wnosi nowego ducha do świata mody. Odważne ujęcie trendów przeplata się z sensualnością i ociera o inspiracje zaczerpnięte z klasyków. To tworzy mix – kolekcję obok której żaden krytyk mody nie przejdzie obojętnie. Wyrocznia mody – madame Carine Roitfeld zainteresowała się kolekcją na sezon zbliżający się wielkimi krokami. W swojej publikacji nie szczędziła czułych słów pod adresem Magdy Butrym. Werdykt byłej naczelnej francuskiego wydania magazynu Vogue trafia swoim słowem w sedno. Parafrazując słowa mistrza doby renesansu, Michała Anioła, „geniuszem jest wieczna cierpliwość”.
Z terminem odrodzenia borykała się Polska po 1989 roku. Każdy próbował swoich sił, a nasza ziemia była płodna i otwarta na wszelkiej maści gospodarcze inicjatywy. Dziewczyna znikąd – Gosia Baczyńska znalazła się na zakręcie – nie zdała egzaminu z rysunku technicznego, lecz nie załamała się. Powzięła sprawy w swoje ręce i ruszyła w nieznane. Do wyważonej kobiety, w średnim wieku pasuje jak ulał siódma cnota – gorliwość i pracowitość. Czy aby na pewno słusznie? Jej autorska marka z powodzeniem działa na rynku od 19 lat. Szczególne osiągnięcie? Ktoś z tłumu zawistnych krzyknie, że „takich jak ona są dziesiątki”, wszakże na początku lat 90. nikt o Baczyńskiej nie słyszał. Nieznana i bez grosza przy duszy. Londyńskie doświadczenie sprawiło, że młoda dziewczyna z okolic Wrocławia zajęła się modą na poważnie. Na obczyźnie pracowała jako krawcowa. Poznała techniki kroju, pracę z modelami oraz rodzaje materiałów. Wróciła do kraju i postawiła na siebie. Lotna, pracowita, uparta. Pięła się po drabinie sukcesu.
Na rodzimym podwórku od pokoleń istnieją marki „od wyboru do koloru”, lecz nasz cud znad Wisły tworzy odrębny styl w polskiej modzie – styl na Baczyńską. Oryginalna, niepodrobiona, zjawiskowa kolekcja jawi się dwa razy w roku. A która z nich jest wybitna? W 2013 roku ambasadorka swoich marzeń zadebiutowała podczas francuskiego tygodnia mody. Kolekcja ready-to-wear I Feel Love była ukoronowaniem szesnastu lat ciężkiej pracy projektantki w branży mody. Słowa ewangelisty św. Mateusza „tak właśnie ostatni będą pierwszymi” mają rację bytu tu i teraz. Choć to nazwisko Baczyńskiej zamyka rozważanie o siedmiu wspaniałych projektantach, to świat leży u jej stóp.

     Siedmiu wybitnych projektantów mody uwierzyło we własne siły, pokonało słabości i zaprezentowało światu najlepsze wersje siebie – projekty okrzyknięte mianem kultowych.
W swoich sercach udomowili oryginalność. Patetycznie? Szczerze do bólu. Zewsząd słyszymy, że autentyczność jest cechą nielicznych. Odważyli się być sobą i zyskali podziw ludzi – najcenniejszą nagrodę. W książkach o historii mody przeczytamy o ich kwiecistych lub mniej wystawnych kreacjach. To ich postacie są wzorem do naśladowania przez młodych ludzi szukających swojego miejsca w branży fashion. W tym miejscu odzwierciedlenie znajdują słowa pochodzące ze starożytnego tekstu buddyjskiego Dhammapada: „to, kim jesteś obecnie wynika z tego, kim byłeś. To, kim będziesz jutro, wyniknie z tego, kim jesteś dziś”.
Na początku XX wieku Gabrielle Chanel uparła się, że jej autorska wizja kobiety (minimalistki i chłopczycy) znajdzie uznanie i akceptację wśród ówczesnych dam oraz śmietanki towarzyskiej. Nie miała wiele do stracenia. A ile zyskała? W XXI wieku dom mody Chanel prezentuje ikoniczne projekty Grande Mademoiselle w nowatorskim ujęciu. Kreatorka mody, która ukochała tweedowe kostiumy, poziome paski oraz biało-czarne połączenia była perłą – kobietą o rewolucyjnych poglądach. W 1926 roku, kiedy kreacje wysokiego krawiectwa zdobiły bogate panie, to Chanel spopularyzowała modę na midi sukienkę – „małą czarną” o prostym kroju, delikatnie zarysowanej linii. Po 90 latach od dnia jej premiery jest to model najczęściej wybierany przez płeć piękną.
Być innym nie znaczy być gorszym. Być innym znaczy być zapamiętanym. O prawidłowości tych słów przekonał się i Christian Dior. 17 lutego 1947 roku zaprezentował bogatą kolekcję okrzykniętą przez ówczesną redaktor naczelną magazynu Harper’s Bazaar, Carmel Snow – „New Look”. „Nowa moda” położyła kres smutnej modzie II wojny światowej. Model plisowanej spódnicy, mocno zwężonej w talii, poniżej linii kolan wylansowany przez monsieur Diora w ’47 jest it trendem na sezon jesień-zima 2016|2017. Historia kołem się toczy? Jednostkowy projekt, który dokonał przewrotu w świecie mody stał się modelem uwielbianym przez masy.
Przytoczone osobistości – autorytety odważyły się zaryzykować i przedstawić autorskie wizje narażając się na ostracyzm, wyśmianie i zapomnienie. Jednakże to oni wygrali. Ich oryginalne, bo płynące z głębi serca ujęcie mody przyczyniło się do zmiany biegu historii oraz zmian, które oswoiliśmy jako normy w czasach teraźniejszych. Czy Magda Butrym, Ashi lub Josep Font zostaną ikonami mody na miarę wizjonerki Gabrielle Chanel? Przekonamy się o tym niebawem.

Alicja Szablewska

Amerykańska ikona mody!

Od kilku miesięcy przyglądam się działalności Stacey Bendet, która w 2002 roku założyła markę odzieżową Alice + Olivia.
Amerykańska projektantka pragnęła uszyć parę spodni, a stworzyła imperium modowe. Jej marka posiada 25 stacjonarnych sklepów oraz 800 punktów sprzedaży na całym świecie.
Harda kobieta. Pracuje na dwa pełne etaty. Jako matka trójki dzieci i dyrektor kreatywna. I tak oto wyrosła nam ikona mody. Wyrazista postać.

Kilka ciekawszych projektów z kolekcji na sezon wiosna-lato 2016 załączam.

Alicja Szablewska

 

O kobiecie, do której należy ostatnie słowo. Wywiad z Anią Kruk!

12291772_10207759549925499_4034402568636179549_oTo było bardzo miłe spotkanie. Kilka tygodni temu, w grudniowy poranek spotkałam się z Anią Kruk w bardzo przytulnym miejscu. Poznańska restauracja ‚Bagels & Friends‚, gorąca kawa, gwarne rozmowy i MY. Po ponad dwóch godzinach wymiany poglądów, wyłączyłam dyktafon i pomyślałam: „Uff, mam świetny materiał na wywiad” dla magazynu on-line FashionBiznes.pl.

Rodzinna firma Kruków jest obecna na rynku od 175 lat, jednakże w 2008 roku natrafiła na opór. Pierwszy raz w historii polskiej Giełdy Papierów Wartościowych miało miejsce tak zwane „wrogie przejęcie”. Grupa Kruk SA znalazła się w obcych rękach i od ośmiu lat należy do grupy Vistula & Wólczanka.
Mawia się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło… i na arenę wkroczyła Ania Kruk z autorską marką biżuteryjną. Wówczas prowadziła ustabilizowane życie w Barcelonie i pracowała dla Google, wszakże postanowiła ratować rodzinną markę z opresji. Jak jej to wyszło?
Zapraszam do przeczytania inspirującego wywiadu z kobietą, która nie wypowiedziała jeszcze ostatniego słowa.
O narodzinach marki, ekspansji na Bliskim Wschodzie i planach na przyszłość w ujęciu Ani Kruk.

Alicja Szablewska

Niby nic, a tak to się zaczęło. Po trzech latach obecności na polskim rynku marka Ania Kruk posiada 10 sklepów. Jak narodził się pomysł na nowy biznes?

Nasza marka jest specyficznym przykładem sukcesji w Polsce. Kontynuujemy rodzinną tradycję, zakładając nową firmę ANIA KRUK. Mówimy tu o tradycji przekazywanej od pięciu pokoleń: mój pradziadek Władysław Kruk odziedziczył warsztat po Leonie Skrzetuskim, potem był nasz dziadek Henryk, tata – Wojciech Kruk, który mały warsztat rozwinął do sieci kilkudziesięciu sklepów w całej Polsce, a teraz na scenę wkroczyliśmy my – mój brat Wojtek oraz ja.
Dlaczego w ten sposób? To był moment, w którym szukaliśmy pomysłu na założenie nowej firmy w związku z zawirowaniami, które działy się na linii W.Kruk – Vistula. Chcieliśmy zacząć na nowo, stworzyć markę biżuterii, ale która nie byłaby konkurencją dla W. Kruka. Firmę, która opiera się na wartościach rodzinnych, jest autentyczna. Jaki mieliśmy pomysł na produkt? Biżuterię do noszenia na co dzień, nie tylko na wielkie wyjścia. ANIA KRUK to marka młoda, lekka, nie do końca poważna. Oparta na autentycznej pasji i zabawie modą. Chcę być blisko moich klientek, chcę, żeby nasza biżuteria dawała im radość, przyjemność z jej noszenia.

Z miłości do piękna tworzą się wspaniałe rzeczy, a w projektowanie i tworzenie biżuterii wkładasz całe swoje serce. Co sprawia, że marka Ania Kruk ewoluuje?

źródło: materiały prasowe

źródło: materiały prasowe

Dla mnie największą inspiracją są ludzie. Osobiście nie wierzę w projektowanie nad pustą kartką papieru lub w historie, że ktoś podczas pobytu w Hiszpanii zainspirował się wzorem płytki, który przełożył na kolekcję biżuterii. Uważam, że projektant jest osobą, która powinna być maksymalnie skoncentrowana na swoich klientach i ludziach, którzy go otaczają. Powinien szukać inspiracji w życiu codziennym, zgadywać potrzeby ludzi.
Obserwuję to, co kobiety noszą, jak się ubierają, w jaki sposób żyją. Dla mnie, jedną z inspiracji mogą być młode kobiety, które pracują w dużych firmach, dla przykładu: ile godzin spędzają w pracy? Ile mają spotkań biznesowych w ciągu dnia? Co chcą komunikować sobą w pracy, z jakiej strony się pokazać? Myślę o ich formalnym dress code’dzie. Na drugim biegunie leżą kolekcje wieczorowe. Zastanawiam się, co pasowałoby do długiej sukienki? Co chciałaby założyć młoda dziewczyna na studniówkę? W jaki sposób zestawiać ze sobą biżuterię? Czy chcę zaprojektować mocny łańcuch, talizman siły kobiecej czy pójść w stronę delikatnego serduszka, które chłopak kupi swojej dziewczynie z okazji pierwszej rocznicy? Biżuteria to ludzie i ich historie. Emocje, zaklęte w przedmioty. Moje emocje, ale przede wszystkim emocje moich klientów i klientek.

Karl Lagerfeld uważa, że inspirację należy czerpać ze świata nas otaczającego. A co Ciebie inspiruje?

Obserwuję to, co dzieje się dokoła mnie. Dla mnie bardzo ważny jest moment analizy. Wczytuję się w wyniki sprzedażowe, robię tabele i zestawienia, patrzę w którym kierunku podąża moda. Przecież największym wyrazem uznania jaki klientka może dać marce jest zakup jej produktów. Dlatego spoglądając w tabelki, widzę konkretnych ludzi, którzy wybrali konkretne wzory. Zawsze wiem, który model kolczyków w danym miesiącu jest hitem lub która kolekcja w danym sezonie cieszy się największą popularnością. Z drugiej strony, bardzo istotne są dla mnie wartości marki. Muszą być widoczne w produkcie, ale też w sposobie, z jakim komunikujemy się z otoczeniem, w jaki mówimy do klienta. Jednym słowem spójność.

Jak wygląda proces tworzenia sezonowej kolekcji?

Przede wszystkim ANIA KRUK wprowadza kilka kolekcji w sezonie. Więc przygotowanie całego sezonu zaczynam od analizy (znowu!). Planuję, ile kolekcji chciałabym wprowadzić, dzielę asortyment na grupy produktowe, i podejmuję decyzję: w tym obszarze potrzebuję dwóch kolekcji, w tym obszarze tylko jednej. Dopiero potem siadam nad kartką papieru i zaczynam szkicować. Albo często wracam do pomysłów, które już wcześniej miałam gdzieś odłożone, zachowane na później.
Proces tworzenia kolekcji jest długi, ale nie aż tak, jak w branży odzieżowej, która żyje w szalonym rytmie światowych fashion weeków. Dla przykładu: pracę nad sezonem świątecznym rozpoczęliśmy w marcu. Przygotowania do Gwiazdki (w tej branży to najważniejszy miesiąc w roku) trwają dziesięć miesięcy, a i tak brakuje na wszystko czasu.

Chcieliśmy stworzyć markę egalitarną w swoim charakterze. ANIA KRUK jest dla każdej kobiety. Nie jesteśmy galerią autorską, nie skupiam się na jednej estetyce i jednym rodzaju biżuterii. Każda moja grupa produktowa reprezentuje pewien typ klienta na mojej mapie. Na tę bazę wynikającą z analizy nakładają się moje wizje lub pomysły i gust klientek, który kształtuje naszą ofertę. Jestem bardzo skoncentrowana na stylu życia współczesnej kobiety. Chciałabym, żeby biżuteria i moda dostosowały się do niej aniżeli ona musiałaby się naginać do mody. Chociaż z drugiej strony – lubię jej podpowiadać pewne rozwiązania.

źródło: materiały prasowe

źródło: materiały prasowe

Czyli edukujesz swoje klientki?

Czasami. Do moich klientek mówię: Spójrz jak fajnie wyglądają te kolczyki z naszyjnikiem z tamtej kolekcji. Aktualnie, robimy bardzo dużo sesji lookbookowych, które są nowatorskim rozwiązaniem w segmencie biżuterii. To dla mnie ważne, to buduje świat marki. Pokazujemy biżuterię na człowieku, ponieważ na białym tle, lub nawet na najpiękniejszym ekspozytorze w butiku, będzie jednak wyglądać dosyć smutno.

Dla kogo tworzysz swoją biżuterię? 

Patrząc na markę z biznesowego punktu widzenia, od samego początku adresujemy nasz produkt do szerokiej grupy klientów, ponieważ zakładaliśmy, że ANIA KRUK będzie miała swoje butiki w centrach handlowych.
Początkowo postawiliśmy na pewien styl, który okazał się zbyt małą niszą, żeby móc rozwijać firmę tak, jak byśmy chcieli. Po pierwszym roku działania zmodyfikowaliśmy strategię, poszliśmy w innym kierunku. To ważne, żeby umieć być elastycznym i nie wahać się wprowadzać zmiany, jeśli pierwotna koncepcja się nie sprawdza.

Biżuterię tworzę dla bardzo różnych klientów. W naszych butikach kupuje zarówno matka jak i córka. Nawet babcie. Lubię obserwować nasze międzypokoleniowe klientki, to bardzo miłe, kiedy matka z córką wspólnie robią zakupy, naradzają się, wybierają prezenty.

Z kim współpracujesz podczas powstawania kolejnych kolekcji? 

Współpracuję z całym zespołem. Przy powstawaniu kolekcji liczy się dobrze przygotowana część analityczna, jak również kreatywne i inspirujące rozmowy z naszym AK-teamem*, feedback od dziewczyn z naszych butików. W fazie produkcyjnej liczy się wsparcie techniczne: nie byłabym w stanie funkcjonować bez technologów oraz złotników, którzy moje rysunki potrafią przenieść na formy przestrzenne. Czasami się śmieję, że oni potrafią czytać w moich myślach.

Czy łatwiej jest Ci tworzyć własną markę czy odbudowywać rodzinny biznes?

Nasza rodzinna marka ma gen przetrwania. Jeżeli coś się posypie, to zaczynamy budować firmę od nowa. Dziadek Henryk tracił wszystko i zaczynał od zera dwukrotnie – w czasie wojny oraz potem, w okresie komunizmu. W życiu napotykasz na różne zakręty, ważne jest to, by iść dalej, tworzyć coś fajnego, i czerpać satysfakcję z tego, co robisz. Ja na pewno nigdy nie stworzyłabym własnej marki biżuteryjnej, jeżeli historia z przejęciem W. Kruka przez Vistulę & Wólczankę nie miałaby miejsca. A teraz nie wyobrażam sobie ciekawszej i fajniejszej dla mnie pracy!

W Tobie jest siła marki?

To jest gra zespołowa. Siła marki jest w ciekawej historii, w pasji i zaangażowaniu, z jaką ją tworzymy. Nie tylko ja ją buduję, ale również mój brat Wojtek i cały zespół. Szczególnie ludzie, którzy nam zaufali, i są z nami od początku – a przecież 4 lata temu zaczynaliśmy w piwnicy w domu moich rodziców! Naprawdę na początku to wymagało dużej wiary w nas i odwagi, żeby powiedzieć: idę za nimi!
Teraz mamy piękne butiki w Polsce i za granicą, uporządkowane procesy w firmie, ale wtedy to była jazda bez trzymanki. Zaczynaliśmy w trudnym dla naszej rodziny momencie.

źródło: materiały prasowe

źródło: materiały prasowe

Duży plus za odwagę. Miałaś ustabilizowaną sytuację. Mieszkałaś w Barcelonie i pracowałaś dla Google, a jednak rzuciłaś się na głęboką wodę.

Miałam 25 lat kiedy założyliśmy firmę. Mój brat był lepiej przygotowany do prowadzenia nowego biznesu. Prowadził wcześniej kilkanaście samodzielnych projektów: w Japonii, Chinach lub Hiszpanii, pracował w szwajcarskiej Omedze.
Ja przez pierwszy rok swojej pracy, w dużej mierze uczyłam się na własnych błędach. Było to niezwykle wartościowe doświadczanie. Mam wrażenie, że każdego roku jestem o lata świetlne dalej, lepiej znam branżę, produkt, lepiej prowadzę zespół.

Jak oceniasz kondycję polskiej branży biżuteryjnej?

W Polsce rynek biżuteryjny jest specyficzny. W latach 90., swoje biznesy rozwinęło trzech polskich graczy i to te marki mają do dziś dominującą pozycję na rynku: Apart, W. Kruk, Yes. Co ciekawe, wszystkie marki są z Poznania. Bardzo mocno depcze im po piętach Jubitom, jak również kataloński Tous, który w zeszłym roku otworzył kilkanaście swoich butików.
Wejście do galerii handlowych, gdzie skoncentrowany jest handel w Polsce, wiąże się z dużymi kosztami. Dlatego istnieje pewna bariera wejścia na rynek. Niższe koszty i większą szansę dla nowych marek widzę w sprzedaży online. E-commerce rozwija się niesamowicie szybko, a prowadzenie takiej działalności wiąże się ze stosunkowo niskimi kosztami, dlatego możemy teraz obserwować prawdziwy wysyp polskich, młodych projektantów. Nowe nazwiska pojawiają się co miesiąc. Prowadzą działania w sieci, otwierają showroomy w mieszkaniach, sprzedają na targach dizajnu, wystawiają swoje projekty na platformach skupiających młode marki. Ile z tych marek przetrwa? Nie wiem. W sieci konkurencja jest ogromna. W internecie nikt sam cię nie znajdzie, nie wpisze sam z siebie Twojego nazwiska w Google. Musisz zainwestować w marketing, mieć pomysł na promocję. I znów wracamy do tego samego: trudno jest się przebić i rywalizować mniejszym markom z markami o tak ogromnym budżecie marketingowym, jakim dysponuje na przykład Apart.

Co skłoniło Cię do tego, aby rozpocząć ekspansję na zagranicznym rynku?

Jesteśmy w prawie wszystkich największych miastach Polski. Brakuje nam tylko Trójmiasta
i Wrocławia. Na razie wstrzymaliśmy się z otwarciem butików w kraju, ponieważ nasze działania koncentrujemy na Bliskim Wschodzie oraz sprzedaży internetowej – właśnie pojawiła się nasza nowa strona, zadebiutowaliśmy również w Strefie Marek na Allegro.
ANIA KRUK jest na etapie, kiedy dziesięć butików, które posiadamy w Polsce optymalizują koszty prowadzonego przez nas biznesu. Cały czas otrzymujemy oferty z zagranicy – czy chcielibyśmy otworzyć butik w Norwegii, na Słowenii, w Hiszpanii. Jednak, żeby miało to dla nas sens, chcieliśmy zacząć takie działania z partnerem, który miałby potencjał na zbudowanie całej sieci, otwarcie większej ilości butików. Dlatego zdecydowaliśmy się na Bliski Wschód. To bardzo atrakcyjny rynek z punktu widzenia biznesowego. A do tego biżuteria jest bardzo istotna w kulturze arabskiej.
W Katarze można znaleźć wszystkie ekskluzywne marki: Tiffany, Cartier, Dior, Balmain. A czego im brakuje? Średniej półki. Zwiedzając centra handlowe w Dosze, nie znalazłam sklepu, który oferowałby taki produkt jak nasz. Odnoszę wrażenie, że znaleźliśmy niszę, wyróżniamy się na tamtejszym rynku i już planujemy otwarcie kolejnego butiku na wiosnę.

źródło: materiały prasowe

źródło: materiały prasowe

Który rynek jest dla Ciebie ważniejszy? Polski czy zagraniczny?

Polski rynek to nasze korzenie, baza podstawa. Bliski Wschód, dopóki nie zbudujemy tam mocnej pozycji, pozostaje eksperymentem. Szaloną przygodą, która ma wszelkie pozory i potencjał, by rozwinąć się w coś bardzo poważnego.

Nowy Rok za pasem. Jakie są plany rozwojowe na kolejne miesiące?

Jeżeli mówimy o planach na 2016 rok to na pewno jest to rozwój naszego świata online. Kładziemy nacisk na rozwój e-commerce oraz dalszą ekspansję na rynku bliskowschodnim i aktualnie nie planujemy rozwoju marki na innych rynkach zagranicznych. I jest jeszcze jedna ciekawa współpraca, którą ogłosimy na wiosnę, ale nie mogę jeszcze zdradzać szczegółów. Będzie o nas głośno!

Jesteś aktywną kobietą, „bo ciągle pojawia się coś nowego do zrobienia”. Nad czym aktualnie pracujesz?

Robię analizy roku 2015 i tworzę strategię dla rozwoju marki na kolejne sezony.

Światowa kobieta. Pasjonatka. Projektantka. Businesswoman. Dyrektor kreatywna. Kim jest Ania Kruk w oczach samej siebie?

źródło: materiały prasowe

źródło: materiały prasowe

Myślę, że jestem tą samą osobą, którą byłam kilka lat temu, choć bardziej doświadczoną i mądrzejszą. Na pewno jestem osobą bardzo ciekawą świata oraz ludzi i jest to motor napędzający wszystkie moje działania. Etykietka projektanta jest dla mnie trochę za ciasna, ponieważ ja projektuję biżuterię, markę, komunikację – czyli zakres bardzo szeroki. Jestem dyrektor kreatywną i przedsiębiorcą, menedżerem. Rola artystyczna zawiera się w funkcji dyrektora kreatywnego. To jest właściwe sformułowanie i we właściwy sposób definiuje moją rolę, czyli dbanie o spójność procesów kreatywnych, od produktu przez komunikację, od e-commerce przez doświadczenie marki w butikach, czyli są to wszystkie procesy, którymi zajmuję się na co dzień.

O czym marzy Ania Kruk?

Marzę o tym, żeby mieć więcej czasu i żeby doba była trochę dłuższa. Marzę o tym, żeby biżuteria ANIA KRUK była dostępna dla każdej kobiety w Polsce. Chciałabym naszym klientkom przekazać moją pasję i zaangażowanie, które my wkładamy w prowadzenie biznesu, przekazać nasze emocje i energię. Na Instagramie jest więcej zdjęć z hashtagiem#aniakruk opublikowanych przez nasze klientki niż przeze mnie. Wiesz co to oznacza? Że to one tworzą świat ANI KRUK. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

*AK-team: zespół Ani Kruk pracujący nad powstaniem kolekcji biżuterii.

W zespole siła!

Choć jest to autorska strona na której piszę o tym, co mnie silna na język przyniesie, jednakże bardzo lubię redakcję dla której pracuję.

Nasz portal, choć preferuję określenie magazyn on-line FashionBiznes.pl rośnie w siłę. Obiecuję, że już niebawem będzie o nas głośniej. O czym właściwie piszemy (myślimy)?
O modzie i biznesie w jednym. Dopasowujemy się do potrzeb niszowego, a wyjątkowego czytelnika.

Kilka tygodni temu nasza redakcja nawiązała współpracę z agencją zajmującą się promocją Balu Dziennikarzy. Wspólnie przygotowaliśmy projekt, którego celem jest pozyskanie pieniędzy dla kilku fundacji, między innymi: Fundacji Dorastaj z Nami, wspierającej osierocone dzieci funkcjonariuszy publicznych; Fundacji Po Drugie, otaczającej opieką młodzież zagrożoną wykluczeniem społecznym; Fundacji Polsat oraz Fundacji TVN Nie jesteś sam.

Poprosiłyśmy polskich projektantów, aby przygotowali dla nas szkice ich wymarzonych sukni ubranej w konkretną muzę. Efekt finalny zaparł mój dech w piersiach.
Cieszę się, że przy realizacji tak szczytnego przedsięwzięcia miałam okazję współpracować z: duetem Bizuu, MMC, Natashą Pavluchenko, Lidią Kalitą, Just Paul, Dominiką Nowak.
Aukcje trwają do 31 stycznia branego roku.

A więcej szczegółów znajdziecie na: http://fashionbiznes.pl/czolowka-polskich-projektantow-rysuje-dolacz-do-naszej-akcji/

Pamiętajmy, że dobro wraca.

Serdecznie pozdrawiam,
Alicja Szablewska

Nowa wcielenie Alicji z krainy czarów!

Tak oto nastał piękny dzień. ❤

Drodzy Czytelnicy lub przypadkowi Goście,
Mnie jest bardzo miło Was poinformować, że dołączyłam do Redakcji Magazynu Fashion Biznes, hurra!

152

Uwielbiam modę XX w., koronki, krynoliny i in. eleganckie stroje, acz w przypadku Magazynu Fashion Biznes, będę redagować dział MODY MĘSKIEJ, hurra!
Jest to nie lada trudne zadanie, aby wejść w skórę mężczyzny i poznać jego punkt widzenia, nieprawdaż?

Moja pierwsza publikacja, o, jest tutaj… o butach dla wiecznie młodych mężczyzn. 😉
Kolejny wpis ukaże się już dzisiaj lub jutro i jestem przekonana, że ON zawróci Wam w głowie. 😉

Całuję,
Alicja Szablewska
10660175_10153799233272668_5285937022389286820_n1