Lepsi od Jeremiego Scotta?

Panie i Panowie, obwieszczam pewną nowinę! Nasz świat powił duet bardzo kreatywnych mężczyzn Laurence Li i Chico Wang, którzy już depczą po piętach maestro Jeremiemu Scottowi – dyrektorowi kreatywnemu zarządzającemu domem mody Moschino od 2013 roku. Amerykanin Scott słynie z niebanalnego ujęcia współczesnej mody. Zaprezentował kolekcję „artystycznie” spaloną lub epatującą wielkim logo McDonald’s, a utrzymaną w tonacji żółto-czerwonej. Innym razem, kreator wylansował modę inspirowaną lalką Barbie. Świat mody kupuje jego inicjatywy, wychwala guru pod niebiosa i biznes się kręci, jednakże głupi są ci uważający siebie za jedynych, najlepszych w świecie mody i nie zważający większej uwagi na konkurencję rosnącą w siłę. Tak oto, poddając się codziennej rutynie – przeglądałam prasówkę… i poznałam nową markę Laurence & Chico. Brzmi znajomo? Przyjrzyjmy się szczegółom. Wspomnieni panowie są absolwentami jednej z najlepszych uczelni artystycznych – Parsons Fashion, Art & Design School w Nowym Jorku. Laurence Li pracował jako specjalista do spraw visual merchandisingu u projektanta Alexandra McQueena oraz marek premium Miu Miu oraz Givenchy. Jego kompan studiował ilustrację, marketing i animację. Tych dwoje spotkało się we właściwym czasie i połączyli wspólne siły. Z kooperacji doświadczonego z uczonym wyszła piorunująca kolekcja – debiutancka na sezon wiosna-lato 2017. A zatem, cóż fajnego zobaczymy?

laurence-chico-articleKilkanaście modeli odzwierciedla filozofię marki skupiającej się na tworzeniu nowej mody. Kreatywni dysponują tabula rasa, którą zapiszę w autorski sposób, a ich ujęcie tematu jest niemożliwe do skopiowania przez innych „w branży”.

Ręcznie stworzone rysunki są materiałem dla czterech modeli bluz z długim rękawem, zakładanych przez głowę, a wykończonych czarną „lamówką”. Oryginalnie i stylowo.

Pojawiają się sety – marynarka z kołnierzykiem w szpic i spodnie rybaczki wykończone falbanką imponującej wielkości. Materiał? Wzorowany autorskimi malunkami.

Uwagę przykuwa bardzo modna w bieżącym sezonie – kurtka bomber, w wersji tweedowej (biało-szaro-czarna oraz w wersji zdominowanej przez róż i pomarańczowe mini guziki) lub w formie pierzastej – z grubego, acz sztucznego i barwionego włosia. Jednym z wiodących motywów kolekcji jest wspomniany tweed (ulubiona tkanina kreatorki mody XX wieku – Gabrielle Chanel) pojawiający się w towarzystwie spopularyzowanych „wiązań na krzyż”, oryginalnie wylansowanych przez Yves Saint Laurenta. To połączenie dwóch materii jest materiałem dla spodni o długości 7/8, ołówkowej spódnicy poniżej linii kolana oraz krótkich spodenek.

Innym przykuwającym modelem jest suknia zbudowana z gigantycznych pokładów materiałów w biało-czarny print, zakładanej na lewe ramię, ciętej asymetrycznie. Ta stylizacja została dopełniona naszyjnikiem z ogromnych pereł.

186_27

Nie można przejść obojętnie koło części kolekcji wykonanej z jasnego jeansu, w kolorze błękitnego nieba. Koszula z długim rękawem i żakiet są suto zdobione falbankami. Dopełnieniem są spodnie dzwony skrócone w okolicach kostki. Prosta sukienka – tak zwana „hiszpanka”, szorty lub spódnice ołówkowe mają swoje miejsce i modne – falbaniaste zdobienie.

Kolekcja jest treściwa, spójna i odpowiada na aktualne trendy w modzie. Jest bardzo autorska. Mam na myśli, że jest ona oryginalna, ponieważ ta dwójka zaryzykowała wiele decydując się na krok w nieznane i prezentując pierwsze działo – w zgodzie ze samymi sobą. Przemysł mody ma to do siebie, że rządzi nim pieniądz i dobrze sprzedają się projekty lubiane przez masy, a kolekcja od Laurence & Chico jest niszowa i została zaprezentowana wąskiej klienteli (w ujęciu światowym) na Bliskim Wschodzie, w Dubaju.

Warto dodać, że są to „bezpieczne projekty”. Przyglądając się poszczególnym modelom widać wyraźny wpływ twórczością Grande Mademoiselle. Perły zdobią skórzane rękawiczki powyżej łokcia.

Uzupełnieniem dwóch stylizacji jest naszyjnik z pereł inspirowany pierwowzorem zaprezentowanym podczas pokazu kolekcji ready-to-wear na sezon wiosna-lato 2014 francuskiego domu mody Chanel.

67_44

Kapelusze z małym rondem, wspomniany tweed czy biało-czarne połączenia dla sukni… powstałej na podstawie oryginalnych (bardzo strojnych) projektów geniusza XX wieku – Cristobala Balenciagi?

Choć jest to minus, jednakże rekompensuje go odwaga projektantów. Laurenci Li i Chico Wong są reżyserami w swoim świecie. Czy wróżę im sukces? Weszli na dobre tory drogi prowadzącej do sukcesu.

Alicja Szablewska

Źródło: buro247.me.

Do trzech razy sztuka!

… I znowu szczęście przeszło obok mojego nosa. Główkowałam, trudziłam się w pocie czoła, aby moja konkursowa praca przeszła etap rekrutacji i mnie zapewniła miejsce w szeregu najlepszych. Jednej z dziesięciu.
Niestety, tym razem się nie udało. Czy pomyślność dopisze w przyszłym roku? Mam 50 proc. szans na wygraną i dwanaście miesięcy na przygotowanie.
Pisząc o sobie tu i teraz, prawie zapomniałam o najważniejszym. Moja praca realizuje temat DIFFERENT = IRREPLACEABLE. Jest to myśl przewodnia tegorocznego festiwalu Art & Fashion Forum zbliżającego się wielkimi krokami.
O czym piszę? O indywidualności szytej na miarę naszych czasów. O modzie na masowy punkt widzenia, która niszczy przemysł odzieżowy. Stawiam tezę: Czy będąc oryginalnym można kreować modę zapamiętaną przez potomnych? Przytaczam sylwetki wspaniałych projektantów mody otulonych w siedem cnót głównych. Oryginalnie? Moim zdaniem o to w modzie biega. Jeżeli moi drodzy Czytelnicy nie ścigają się dzisiaj z czasem, to proszę się skupić i wgryźć w tekst. Dobre słowo zapewniam, kiedy pogoda płata nam figle.

Alicja Szablewska

INDYWIDUALNOŚĆ SZYTA NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW

     W latach 70. XX wieku, kiedy kapitalizm jak dobrze naoliwiony parowóz rozpędzał się do maksymalnych prędkości prąc w nieznane – Amancio Ortega zaczynał pracę u podstaw jak nasi rodzice, tworząc zalążek do budowania własnego „ja” – biznesu, który w latach późniejszych okazał się drogą do przeznaczenia. Przedsiębiorstwo Hiszpana działało w branży bieliźniarskiej, jednakże Ortega czuł, że może przenosić góry jak na ówczesne czasy. Pragnął podarować swoim klientom pożądany przez nich produkt tu i teraz, bez konieczności oczekiwania długich miesięcy na jego powstanie i pojawienie się na półkach sklepowych. Niemożliwe? Tylko w teorii. Pomysłowy przedsiębiorca miał nosa, odrobinę szczęścia i dopiął swego, ponieważ jego pierwsza marka sieciówkowa Zara, założona w 1975 roku, wyniosła jego na szczyt i umieściła businessmana z krwi i kości na pierwszym miejscu listy najbogatszych ludzi świata 2016 roku według magazynu Forbes. Chylę czoła dokonaniom możnych tego świata, a Ortega jest członkiem elitarnego klubu najlepszych. Czego się dotknie, zamienia w złoto.
Złotym biznesem jest grupa Inditex składająca się z ośmiu marek. Licząca łącznie 7.013 sklepów (w styczniu 2016 roku), w 91 państwach świata i obecna na 5 kontynentach. Imponujące osiągnięcie, prawda? Grupa ośmiu wspaniałych brandów wypracowała sprzedaż na poziomie 20 miliardów 900 milionów euro w roku finansowym 2015 i osiąga coraz wyższe loty. Najmocniejszy as w rękawie Ortegi – marka Zara jest odwiedzana przez statystycznego klienta średnio siedemnaście razy w roku kalendarzowym i ten wynik umacnia pozycję it marki na światowym rynku. W 2011 roku prezes Inditex usunął się w cień, jednakże nikt i nic nie odbierze mu zasługi dla rozwoju mody na masowy punkt widzenia. Amancio Ortega jest prekursorem i liderem fast fashion – mody, która szybciej znika z półek sklepowych niż się na nich pojawia.

Moda na masowy punkt widzenia jest wytworem ery kapitalizmu. Narodziła się w latach 40. XX wieku, w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i następuje w sposób ewolucyjny. W tym okresie zapanowała moda na tak zwany praktyczny ubiór – amerykański styl sportowy różniący się od strojów do aktywności fizycznej, skonstruowany z innowacyjnych materiałów i za pomocą nowych technik kroju. Ubrania gotowe wysunęły się na prowadzenie, w Europie ów trend pojawił się już po II wojnie światowej. Jak pisze Marcin Różyc w książce „Nowa polska moda”: „strój nabiera cech mody wtedy, gdy przestaje wyłącznie chronić i zaczyna coś wyrażać: bunt, bogactwo, przynależność do jakiejś grupy czy kultury. Moda może też symbolizować władzę, religię i siłę, ale także mądrość”. Czy zatem to, co nosimy mówi o nas więcej niż to, co mamy? Jest to odważna teoria niemieckiego filozofa Ericha Fromma, jednakże ulica jest odmiennego zdania. Na platformach społecznościowych „panny nikt” kreują wyidealizowaną rzeczywistość daleką od prawdy o nas samych, a masy to kupują, bo „społeczeństwo masowe to społeczeństwo skrajnego, wypaczonego hedonizmu, opartego na najbardziej pierwotnych instynktach”. Łatwiej i taniej jest stanąć w jednym szeregu z innymi niż wyłamać się z tłumu. Moda ubrała się w powszechność i powtarzalność. Lansuje trendy na niemodne wartości, dla przykładu – przedmiotowość. W roku ubiegłym wielu znamienitych twórców mody na światowym poziomie pożegnało się ze stanowiskami kierowniczymi. Wstąpili w szeregi innych domów lub słuch po nich zaginął. Co robią Alber Elbaz, Hedi Slimane czy Raf Simons? Ten ostatni jeszcze niedawno projektował sześć kolekcji rocznie dla francuskiego domu mody Christian Dior. Po zakończonej współpracy z żalem w głosie powiedział: „Tworzenie kolekcji wymaga czasu, a ja tego czasu nie dostałem”. Świat mody jest okrutny i przeniknięty do cna żądzą pieniądza. Kto nie przyjmie jego reguł za stałą, ten wypada z tej gry szybciej niż do niej dołączył.
Przynależność do grupy o której mówią masy jest wygodne, bo nigdy nie zaliczysz gafy i daje poczucie bezpieczeństwa, jednakże performerka Marina Abramović stawia kontrę. Kontrowersyjna artystka jest zdania, że „jeżeli pójdziesz łatwą ścieżką, to nigdy się nie zmienisz”, a świat mody otwiera się i na indywidualności. Blogerki Macademian Girl lub Man Repeller zostały życzliwie w nim powitane. Postawiły wszystko na jedną kartę. Swą charyzmą oraz siłą charakteru wygrały z masowym punktem widzenia. Trendsetterzy mają wizję siebie, którą konsekwentnie i z uporem wcielają w życie. Jednostki wyjęte z kontekstu? Owszem, „bo najważniejszym jest być wiernym swoim zasadom” – nie są to słowa bez pokrycia w życiu utalentowanej polskiej skrzypaczki Patrycji Piekutowskiej. Nasza Rodaczka sprzeciwiła się ocenie nauczycielki, bo uznała ją za niesprawiedliwą i krzywdzącą. Pani profesor zmieniła zdanie, przyznała właściwą ocenę i zyskała podziw w oczach przyszłego wirtuoza. Projektantka Dominika Nowak wytrwale i pod prąd realizują wizję mody inspirowaną sztuką. Przypadek? Ależ skąd. Wiedzą o tym liczni, albowiem „sztuka jest formą przeżycia życia” według znawczyni tematu Yoko Ono. Czy będąc oryginalnym można kreować modę zapamiętaną przez potomnych?
Oto przykłady siedmiu wspaniałych projektantów mody, których twórczość artystyczna jest manifestem na trudne czasy w których żyją i pracują. Kultowe projekty wyrażają więcej niż tysiąc słów i są odzwierciedleniem siedmiu cnót głównych. Oryginalnie? Inność wyróżni Cię z tłumu, a w czasach teraźniejszych oryginalnymi stają się ci, którzy mają odwagę odwoływać się do tradycji i kultywować przekazywane wartości dla przyszłych pokoleń.

     „Niech się dzieje wola nieba!” jak zakrzyknął Rejent Milczek u Fredry. Maksymie zdaje się hołdować John Galliano. Projektant ukochany przez świat mody, stworzył z nią związek niepowtarzalny. Pielęgnowany, dopasowany, niestety czasem ograniczony. Nagle, niespodziewanie, nadszedł kres tworzenia obrazowych kreacji zapadających w pamięć i w serce entuzjastów segmentu wysokiego krawiectwa. Niefortunny zbieg okoliczności, przypadkowe spotkanie, wygnanie i zapomnienie. Po kilku latach rozłąki, sir Galliano powrócił, uwiedziony przez modę. Czy od losu dostał drugą szansę?
Podczas londyńskiego tygodnia mody kolekcji męskiej, mistrz zaprezentował kolekcję Artisan przeznaczoną kobietom. Groteska? Tylko pozorna. 24 modele przeszyte grubą nicią chaosem jego kreatywnej duszy. Tematyczne, retrospektywne, współczesne i spójne z filozofią domu mody Martina Margieli. Nowy naczelnik armii białych fartuchów zadanie wykonał wzorowo. Spokój ducha Galliano zachowany. Autorytet i poważanie odzyskane.
Projektant naszych czasów dostał bolesną lekcję życia. Zrozumiał jej sens i otulił się pokorą – pierwszą, a zarazem pierwszorzędną cnotą. Szczodrości życia nie posmakował Alexander McQueen. Urodzony na angielskiej ziemi, pokochany przez jej ludy i rodzinę królewską. U szczytu swojej sławy, w kwiecie wieku, wysławiany pod niebiosa. Skromny do szpiku kości mistrz pożegnał się ze światem żywych. Projektant z wizją walczył z demonami przeszłości – tragicznego dzieciństwa. Choć jego kolekcje bywały na pozór agresywne, przedstawiały prawdę o nim samym, walkę świata dobrego ze złym. Osławiony projekt Savage Beauty, wydany po śmierci geniusza, przedstawia ikoniczne kreacje powstałe z miłości projektanta do natury, anatomii, historii oraz romantyzmu. Za jego życia wartość owych projektów przyprawiała o zawrót i ból głowy, wszakże McQueen daleki był od brania – pragnął dawać. Z drugą cnotą – hojnością, McQueen był za pan brat. Oryginalna osobowość, indywidualność nie do podrobienia, pokazała nam – materialistom, na czym polega prawdziwa miłość.
W skomercjalizowanym świecie ważkich wartości, dla przykładnych projektantów mody przewidziane jest szerokie pole do popisu. Herezja? Tak, bo świat mody jest przewrotny do granic możliwości oraz nie- bo wiara (w ludzi) czyni cuda. Nadzieją na lepsze jutro jest postać Saudyjczyka Ashi, którego baśniowe kreacje wzbudzają zachwyt i ciekawość najbardziej opornych. Przesada? Spójrzmy prawdzie w oczy. Mistrzowskie cięcie materiałów. Precyzja. Warsztat dopracowany w najmniejszym calu. Ideał? Wierna kopia talentu Jeanne Lanvin lub przyjaciela po fachu Toniego Maticevski. W czym tkwi sekret powodzenia? W solidnym fundamencie. Banał na miarę naszych czasów? Nie do przyjęcia. Suto zdobione suknie projektanta z Bliskiego Wschodu mają jedną stałą cechę. Są powtarzalne do bólu. Czy jest to zarzut? Stwierdzenie faktu. Biel – barwa symbolizująca niewinność przeszywa na wskroś sezonowe projekty. Cnotliwa kolekcja? Czystością jego łzy spowita. Która jest najważniejsza?
Ta wczorajsza, roku kalendarzowego 2015, przywdziewana letnią porą. Najpiękniejsza? Ona przemawia oryginalnością i autentycznością. W czasach skalanych ludzką żądzą i chciwością to nadzieja umiera ostatnia. Słowa bez pokrycia? Dla niedouczonych i nieporuszonych niewspółczesnymi, a wciąż modnymi i na czasie autorytetami. „Miej serce i patrzaj w serce”. Niech te mądre słowa wieszcza Adama Mickiewicza będą początkiem boju o cnotę miłości. Projektanci w modzie prawdziwie zakochani stanęli w jednym rzędzie. Piekielnie utalentowani, błyskotliwi, osławieni. Niejednokrotnie są zasypywani medalami. Kto z nich okaże się triumfatorem i zdobędzie złote runo? Hiszpańska marka Delpozo ma najwięcej szczęścia i zasłużenie wygrywa. Projekty geniuszu Josepa Fonta porywają serca śmiertelników. Z architekturą jest on za pan brat. Czyste formy kłębiące się w myślach mistrza – urzeczywistnia. Czy świat pięknie ubiera? Kolekcja prêt-à-porter na sezon jesień-zima 2016 literalnie oddaje ducha marki stawiającej na nieoczywiste połączenia. Tradycja i współczesność? Zgrany duet. Kolekcja jest przyjemna dla oka, ale co sprawia, że jest wyjątkowa? Dlaczego to Font króluje nad wszystkimi i dzierży berło uznania? Przyjrzyjmy się detalom – skórzanym rękawiczkom powyżej łokcia. Występujące w kilku intensywnych barwach, bogato zdobione fantazyjną roślinnością i wykonane z materiałów we wszystkich kolorach tęczy. Swoją niepowtarzalnością pieszczą zmysły estetów. Niejednokrotnie utwierdzamy się w przekonaniu, że piękne projekty powstają z miłości do świata nas otaczającego. Josep Font zdobył się na odwagę, zaprezentował nowy produkt, zainspirował innych? A może wyznaczył nowy styl w modzie? Czas pokaże czy jego wizja kobiety „ponad podziałami” XXI wieku obroni się dzielnie. Ideom promującym inność w świecie mody wtóruje francuska projektantka Bouchra Jarrar. Pracowała dla najlepszych domów mody, wszakże to praca nad własnym nazwiskiem przyniosła jej najwięcej satysfakcji. Choć poszybowała już wyżej, to skoncentrujmy się na aktywnościach skromnej postaci do marca bieżącego roku. Dlaczego? To madame Jarrar przypisano piątą cnotę – umiarkowanie, bazując na osiągnięciach własnego nazwiska. A jaki rodzaj mody będzie prezentowany przez Francuzkę w przyszłości? Odpowiedzi szukajmy w najnowszej kolekcji ready-to-wear domu mody Lanvin.
Bouchra Jarrar jest minimalistką z wyboru. Inspiruje ją życie codzienne. W tworzonych kolekcjach dla segmentu wysokiego krawiectwa nie przystała na kompromis i nie zaprezentowała mody ocierającej się o przepych, nawet w grudniu 2013 roku, kiedy stała się oficjalnym członkiem elitarnej organizacji Chambre Syndicale de la Haute Couture zrzeszającym trzynaście najlepszych nazwisk. Kolekcją haute couture na sezon wiosna-lato 2014 obroniła własną ideę piękna. Prezentowane kreacje wysokiego krawiectwa mogą być w wersji na dzień. Długie spodnie w kant o rozszerzonej nogawce. Powłóczyste maxi suknie o delikatnie zarysowanej linii litery A. Podstawowa kolorystyka. Elementem wyróżniającym kolekcję są pióra, futro i złote zamki. Delikatnie, eterycznie, ze smakiem. Umiarkowanie najwyższych lotów, a Bouchra Jarrar jest ptakiem, który rozwija skrzydła.
Drogą projektantki made in France podąża Magda Butrym. Naszą rodaczkę można by otulić cnotą rozwagi, wszakże przybrała ona drugie imię – szóstej cnoty – cierpliwości. Złośliwi powiedzą, że szczęście spadło jej z nieba. Skromna blondyneczka, która unika świata mediów jak diabeł święconej wody – zaliczyła miażdżącą porażkę zanim świat o niej usłyszał. Nie poddała się. Otrzepała fartuch z kurzu i wstała na równe nogi. Szlifując swój warsztat na plecach Joanny Przetakiewicz, pokonała lwicę salonową. Zadebiutowała.
Polska projektantka tworzy dwie kolekcje sezonowe rocznie. Każda z nich wnosi nowego ducha do świata mody. Odważne ujęcie trendów przeplata się z sensualnością i ociera o inspiracje zaczerpnięte z klasyków. To tworzy mix – kolekcję obok której żaden krytyk mody nie przejdzie obojętnie. Wyrocznia mody – madame Carine Roitfeld zainteresowała się kolekcją na sezon zbliżający się wielkimi krokami. W swojej publikacji nie szczędziła czułych słów pod adresem Magdy Butrym. Werdykt byłej naczelnej francuskiego wydania magazynu Vogue trafia swoim słowem w sedno. Parafrazując słowa mistrza doby renesansu, Michała Anioła, „geniuszem jest wieczna cierpliwość”.
Z terminem odrodzenia borykała się Polska po 1989 roku. Każdy próbował swoich sił, a nasza ziemia była płodna i otwarta na wszelkiej maści gospodarcze inicjatywy. Dziewczyna znikąd – Gosia Baczyńska znalazła się na zakręcie – nie zdała egzaminu z rysunku technicznego, lecz nie załamała się. Powzięła sprawy w swoje ręce i ruszyła w nieznane. Do wyważonej kobiety, w średnim wieku pasuje jak ulał siódma cnota – gorliwość i pracowitość. Czy aby na pewno słusznie? Jej autorska marka z powodzeniem działa na rynku od 19 lat. Szczególne osiągnięcie? Ktoś z tłumu zawistnych krzyknie, że „takich jak ona są dziesiątki”, wszakże na początku lat 90. nikt o Baczyńskiej nie słyszał. Nieznana i bez grosza przy duszy. Londyńskie doświadczenie sprawiło, że młoda dziewczyna z okolic Wrocławia zajęła się modą na poważnie. Na obczyźnie pracowała jako krawcowa. Poznała techniki kroju, pracę z modelami oraz rodzaje materiałów. Wróciła do kraju i postawiła na siebie. Lotna, pracowita, uparta. Pięła się po drabinie sukcesu.
Na rodzimym podwórku od pokoleń istnieją marki „od wyboru do koloru”, lecz nasz cud znad Wisły tworzy odrębny styl w polskiej modzie – styl na Baczyńską. Oryginalna, niepodrobiona, zjawiskowa kolekcja jawi się dwa razy w roku. A która z nich jest wybitna? W 2013 roku ambasadorka swoich marzeń zadebiutowała podczas francuskiego tygodnia mody. Kolekcja ready-to-wear I Feel Love była ukoronowaniem szesnastu lat ciężkiej pracy projektantki w branży mody. Słowa ewangelisty św. Mateusza „tak właśnie ostatni będą pierwszymi” mają rację bytu tu i teraz. Choć to nazwisko Baczyńskiej zamyka rozważanie o siedmiu wspaniałych projektantach, to świat leży u jej stóp.

     Siedmiu wybitnych projektantów mody uwierzyło we własne siły, pokonało słabości i zaprezentowało światu najlepsze wersje siebie – projekty okrzyknięte mianem kultowych.
W swoich sercach udomowili oryginalność. Patetycznie? Szczerze do bólu. Zewsząd słyszymy, że autentyczność jest cechą nielicznych. Odważyli się być sobą i zyskali podziw ludzi – najcenniejszą nagrodę. W książkach o historii mody przeczytamy o ich kwiecistych lub mniej wystawnych kreacjach. To ich postacie są wzorem do naśladowania przez młodych ludzi szukających swojego miejsca w branży fashion. W tym miejscu odzwierciedlenie znajdują słowa pochodzące ze starożytnego tekstu buddyjskiego Dhammapada: „to, kim jesteś obecnie wynika z tego, kim byłeś. To, kim będziesz jutro, wyniknie z tego, kim jesteś dziś”.
Na początku XX wieku Gabrielle Chanel uparła się, że jej autorska wizja kobiety (minimalistki i chłopczycy) znajdzie uznanie i akceptację wśród ówczesnych dam oraz śmietanki towarzyskiej. Nie miała wiele do stracenia. A ile zyskała? W XXI wieku dom mody Chanel prezentuje ikoniczne projekty Grande Mademoiselle w nowatorskim ujęciu. Kreatorka mody, która ukochała tweedowe kostiumy, poziome paski oraz biało-czarne połączenia była perłą – kobietą o rewolucyjnych poglądach. W 1926 roku, kiedy kreacje wysokiego krawiectwa zdobiły bogate panie, to Chanel spopularyzowała modę na midi sukienkę – „małą czarną” o prostym kroju, delikatnie zarysowanej linii. Po 90 latach od dnia jej premiery jest to model najczęściej wybierany przez płeć piękną.
Być innym nie znaczy być gorszym. Być innym znaczy być zapamiętanym. O prawidłowości tych słów przekonał się i Christian Dior. 17 lutego 1947 roku zaprezentował bogatą kolekcję okrzykniętą przez ówczesną redaktor naczelną magazynu Harper’s Bazaar, Carmel Snow – „New Look”. „Nowa moda” położyła kres smutnej modzie II wojny światowej. Model plisowanej spódnicy, mocno zwężonej w talii, poniżej linii kolan wylansowany przez monsieur Diora w ’47 jest it trendem na sezon jesień-zima 2016|2017. Historia kołem się toczy? Jednostkowy projekt, który dokonał przewrotu w świecie mody stał się modelem uwielbianym przez masy.
Przytoczone osobistości – autorytety odważyły się zaryzykować i przedstawić autorskie wizje narażając się na ostracyzm, wyśmianie i zapomnienie. Jednakże to oni wygrali. Ich oryginalne, bo płynące z głębi serca ujęcie mody przyczyniło się do zmiany biegu historii oraz zmian, które oswoiliśmy jako normy w czasach teraźniejszych. Czy Magda Butrym, Ashi lub Josep Font zostaną ikonami mody na miarę wizjonerki Gabrielle Chanel? Przekonamy się o tym niebawem.

Alicja Szablewska

Perły, perły! Kocham je ponad wszystko!

Haute Couture FW 2014/2015

Źródło: pinterest.com

Tytuł mojego wpisu zdradza wiele. Obnaża mnie z prawdy, którą się szczycę. Tak, lubię nosić perły o poranku i do wieczornej kreacji. Ubolewam, że dzisiejsze kobiety nie przepadają za białymi precjozami i wybierają tańsze ich zamienniki. Niestety JA nie zatrzymam dobrze naoliwionej machiny mody.
Tytuł ukrywa i inne oblicze prawdy. Tak, współpracuję z Grupą Allegro. Tak, piszę o tym, co mnie personalnie się podoba dla największej platformy zakupów on-line. Tak, jeden z moich najlepszych tekstów został pocięty na kawałki i ułożony „od nowa”. I to mnie boli, że solidny materiał został dopasowany do masowego odbiorcy. Tak, jest to duży minus pracy z korporacją, ponieważ tańczę jak zagrają.
Zatem, moi mili, kończę z rozczulaniem się nad swoją niedolą i prezentuję oryginalny tekst „Perły, perły! Kocham je ponad wszystko!” na stronie prowadzonej od A do Z w moim stylu.

Przyjemności Wam życzę,

Alicja Szablewska

Untitled

„Ot, co za dzień i znowu nie mam się w co ubrać”. Bardzo często wkładając nosa do naszej szafy, powtarzamy te słowa bez zastanowienia gdyż zwyczajowo pęka ona w szwach. Niejednokrotnie wybór właściwej stylizacji spędza nam sen z powiek, bowiem „jak cię widzą, tak cię piszą”. Kiedy mamy coś na oku, jesteśmy na ostatniej prostej, zbliżamy się do mety i lada moment wyjdziemy z garderoby jako zwycięzca, ot, pojawia się kolejna zagwozdka – biżuteria, ponieważ diabeł tkwi w szczegółach. Panie wybierają klasyczne złote lub srebrne wzory gdyż sprawdzą się w każdej sytuacji albo tańsze ich odpowiedniki ze sklepów sieciowych, ponieważ pragną iść z duchem czasu. A może zaryzykuję i tym razem mój wybór postawię na sznury białych pereł? Prawdziwe czy sztuczne? Z kolczykami lub z bransoletką? Czy ma to znaczenie? Przekonajmy się, co na ich temat mają do powiedzenia znawcy tematu i ekspert z pierwszych stron magazynów dla kobiet. Gotowe? Zapraszamy!

Gabrielle Chanel, projektantka mody, która damom XX wieku pokazała, że moda nie musi być prezentowana „na bogato”. Rezolutna rewolucjonistka swoją wizję kobiety wciela w życie od 1914 roku. Minimalistka uważała, że biżuteria powinna być fantazyjna i kosztować niewiele „bo luksus nie musi oznaczać ostentacyjnego przepychu”. W swoich projektach dużo uwagi poświęcała perłom. Nie miało znaczenia, czy są „prawdziwe, czy fałszywe, jeśli tylko nosząca je kobieta roztacza uwodzicielski czar…”.

Źródło: pinterest.com

Źródło: pinterest.com

Zdają się to nie być słowa rzucane na wiatr, gdyż dzisiejsze kobiety potrzebują przebojowości, aby odnieść sukces, a dom mody Chanel wskazuje właściwą drogę, prezentując oryginalne projekty Mademoiselle Coco w nowatorskim ujęciu… i suto ozdobione perłami. Przesadzam? Spójrzmy prawdzie w oczy. O zdanie zapytaliśmy eksperta do spraw kreowania wizerunku, Natalię Penar, według której: „Niekwestionowaną lobbystką sznurów drogocennych pereł była ikona – Coco Chanel, oprócz kultowej »małej czarnej«, o której w 1926 roku szumnie rozpisywał się amerykański »Vogue«, awansowała perły na obowiązkowy atrybut kobiecej elegancji”. Niewątpliwie są one warte uwagi, jednakże czy przetrwały próbę czasu, jeżeli na każdym rogu sklepy sieciowe zasypują nas kolekcjami taniej biżuterii, a nasze garderoby uzupełniamy perełkami must have co sezon? Czy warto mieć je w swojej garderobie, jeżeli trendy mody zmieniają się z prędkością światła, a ich cena może przyprawiać o zawrót głowy? Przekonajmy się!

Znawczyni tematu Natalia Penar nie pozostawia złudzeń, że „perły to ponadczasowy faktor dobrego stylu, który krzewiły ikony nie tylko mody, ale i filmów”. Nie pozostanę gołosłowna, a plejadę sław niech otwiera sama Sofia Loren. W filmie „Milionerka” z 1960 roku przykuwa uwagę męskiej części widowni idealną figurą, natomiast kobiety czerpią inspiracje z jej stylizacji… uzupełnionych kolią z kilku sznurów pereł.
Bezpretensjonalny dodatek w kobiecej garderobie dodał uroku filigranowej Audrey Hepburn, która pojawiła się na ekranach kin jako Holly Golightly w filmie „Śniadanie u Tiffany’ego” z 1961 roku. Do długiej, czarnej sukienki na szerokich ramionach dobrała kolię z białych pereł ozdobionych broszką wysadzaną szlachetnymi kamieniami. Choć jej strój zarezerwowany jest na wystawną galę, wszakże piękna aktorka zadrwiła ze sztywnej etykiety… przemierzając ulice Nowego Jorku z poranną kawą w dłoni. To przywodzi na myśl, że „fenomenem precjoza również jest jego uniwersalność. Zatem perły sprawdzą się do t-shirtu, marynarki i dżinsów, dyskretnej i powściągliwej »małej czarnej«, ale też w wersji drama do szykownej wieczorowej sukni. Jak mawiała Jackie Kennedy »perły są zawsze stosowne«” – kończy swoją wypowiedź Natalia Penar.

f5a42e036f9e9bba0e2c59e02616fcf2

Źródło: pinterest.com

Gwiazda amerykańskiego serialu „Dynastia”, Joan Collins, kochała białe unikaty. W odgrywanej roli Alexis Carrington łączyła damski garnitur z niebotycznej wielkości kapeluszami i naszyjnikami z pereł. Dla demonicznej intrygantki wybór formalnej stylizacji był do cna przemyślany, gdyż wzbudzał podziw i szacunek otoczenia, a „perły to ten element garderoby, który może nas umiejscowić wyżej na drabinie społecznej już przez 7 sekund pierwszego wrażenia, bowiem są kojarzone z biżuterią z wyższych sfer, podkreślającą status. W dress code mogą stać się też doskonałym wyróżnikiem – elementem, który będzie podkreślał naszą osobowość, a stosowany konsekwentnie zbuduje wizerunkową wiarygodność” – wyjawia w rozmowie z magazynem Allegro Monika Jurczyk, pierwsza polska personel shopper i autorka książki „Szefowa swojej szafy”.
Sarah Jessica Parker, odtwórczyni postaci Carrie Bradshow, w kultowym serialu i filmie „Seks w wielkim mieście”, pokazała, że moda łączy pokolenia. Ubrania z bieżących kolekcji domów mody łączyła z dodatkami vintage, również ze sznurami pereł. Ta kooperacja zawsze wychodziła im na zdrowie, gdyż za zaradną pisarką oglądali się nie tylko mężczyźni. Styl Carrie Bradshow jest drogowskazem dla kobiet szukających swojego miejsca na Ziemi i pokazuje, że indywidualność jest zawsze w modzie, niezależnie od wieku.

Jedna z czołowych polskich blogerek mody Macademian Girl postawiła swoją oryginalność na jedną kartę i wygrała. Jej stylizacje cieszą oko, nie odbiegają od trendów mody… i zahaczają o klasyczną piękność: – Perły to dla mnie synonim ponadczasowej klasy i jestem przekonana, że nigdy nie wyjdą z mody. Uwielbiane przez Coco Chanel, która je rozpowszechniła, zastępując drogie perły naturalne, równie efektownymi, choć mniej trwałymi, sztucznymi odpowiednikami. Kobiety oszalały na ich punkcie! Sama często ozdabiam nimi stylizacje, bo uważam, że dodają im ducha retro elegancji. Trzeba pamiętać jednak, że perły to nie tylko naszyjniki, pierścionki czy kolczyki, ale także materiał do ozdabiania ubrań. Wzory wyszywane perłami to domena projektów haute couture – wymienia blogerka.
Anne Hathaway pokazała się z najlepszej strony rolą młodziutkiej stażystki do zadań specjalnych Andy Sachs w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. Żelazna dama – redaktor naczelna Miranda Priestly – podarowała asystentce porządną lekcję życia i nadała jej ogłady – wypracowała styl niczym z edytorialu paryskiego żurnala. W garderobie ambitnej pracownicy znalazło się miejsce dla pereł zakładanych do białej koszuli, czarnego sweterka odkrywającego ramiona i dwukolorowego tweedowego kaszkietu. Całość wpisuje się w mistrzowski zestaw dopracowany do ostatniego guzika w myśl zasady, pod którą Gabrielle Chanel podpisywała się obiema rękoma, mówiącej, że „prostota jest kluczem do prawdziwej elegancji”. Perły wpisują się w tę definicję bez dwóch zdań.

Świat mody nie jest samodzielnie funkcjonującym tworem. Pokazy kolekcji wysokiego krawiectwa lub prêt-à-porter przedstawiane podczas fashion weeków współgrają ze światem sztuki i filmu. Czy jest to tylko przypadek, że jeden z najlepszych filmów kostiumowych minionych lat „Wielki Gatsby” pokazuje czasy epoki jazzu, lat 20. XX wieku i mody na biżuterię z perłą w roli głównej?
Możliwe, że tak, jednakże jak pokazała historia filmu oraz mody XX i XXI wieku, te maleńkie precjoza są bardzo istotnym elementem tworzącym zawartość kobiecej szkatułki. Ponadczasowe i zdające egzamin w każdej sytuacji. Do towarzystwa dla czarnej wizytowej sukni lub w wersji casual – a może 2 w 1?

Alicja Szablewska

Oryginalny wpis: KLIKNIJ TUTAJ

Hedi Slimane, bój się Boga!

Wygląda na to, że świat mody jest o krok od przewrotu.
Hedi Slimane pożegnał się z funkcją dyrektora kreatywnego u Yves Saint Laurent, a dla kogo będzie pracował niebawem?

Jak donosi wiarygodne źródło internetowe, na blogu u Pana Michała Zaczyńskiego przeczytałam, że kontrowersyjny projektant, który przyczynił się do dwukrotnego zwiększenia rocznych przychodów francuskiego domu mody (do kwoty 787 milionów dolarów w 2014 roku) może objąć stanowisko naczelnego u Chanel?

12932824_510171469183436_8306404470200218074_n

Źródło: instagram.com

Dom mody CHANEL niezmiennie zachowuje swoją tożsamość od 102 lat, kiedy w 1914 roku Gabrielle Chanel otworzyła swój pierwszy boutique przy rue Germain-Biron w Deauville.

Jestem zdania, że obsadzenie stanowiska Panem Slimane nie jest dobrym posunięciem, ponieważ kreatywni powinni kultywować historię domu mody stworzoną przez protoplastów, ich wartości i tradycje. Natomiast Slimane stworzył odrębną historię domu mody Saint Laurent. Jednakże w bezlitosnym przemyśle modowym to pieniądz gra pierwsze skrzypce, o czym przekonali się najlepsi z najlepszych. Genialni twórcy – kreatorzy, dla przykładu: Alber Elbaz lub Raf Simons zrezygnowali z piastowanych stanowisk. Dlaczego?
Z drugiej strony, jeżeli bardzo kolorowa postać John Galliano tworzy dla skrajnego minimalisty Martina Margieli, to w świecie mody wszystko jest możliwe.

Jestem bardzo ciekawa, co przyniesie nam kolejny dzień.
Alicja Szablewska

Historia segmentu haute couture w XX wieku

źródło: www.stylerumor.com

U schyłku epoki edwardiańskiej, pod koniec XIX wieku, kobiety stawały się coraz bardziej odważne i niezależne.
Dotychczasowy kanon piękna był określany przez elitę społeczną – członkinie rodzin królewskich, arystokratki lub profesjonalne piękności – ówczesne celebrytki. Na horyzoncie rysowały się znaki zapowiadające zmiany obyczajowe. Pierwsza i druga wojna światowa miały ogromny wpływ na modę, jednakże haute couture funkcjonowała jako pierwowzór dla rozwoju przemysłu odzieżowego pierwszej połowy XX wieku, a jej dziedzictwo odczuwamy w czasach nam współczesnych.

Charles Frederick Worth W 1858 roku, narodził się europejski system mody, którego ojcem jest Charles Frederick Worth. Anglik założył pierwszy dom mody w Paryżu i stał się prekursorem rozkwitu wysokiego krawiectwa. Projektant uczynił z rzemiosła – krawiectwa szytego na miarę – złoty biznes. Klientki wyższych sfer społecznych zgłaszały się do krawca, przymierzały jego kreacje w poszukiwaniu „idealnej” sukni, aniżeli dyktowały swoje warunki w domach. Kreator zyskał uznanie bogatych kobiet, ponieważ jego projekty były symbolem zamożności i luksusu – świadczyły o ich wysokiej pozycji w hierarchii. W prezentowanych modelach konfekcji damskiej, król mody pozostawał wierny poetyce secesji, dekadencji, wykwintnym zdobieniom i sylwetce w kształcie litery S ukształtowanej przez gorsety.

063-charles-frederick-worth-theredlist

Kobiety od czasów Odrodzenia zostały poddawane tyranii noszenia bielizny ograniczającej swobodę ruchów aż do 1908 roku, kiedy to Paul Poiret wylansował nową linię directorie – usuwając gorsety z kobiecej garderoby i przenosząc punkt ciężkości z talii na ramiona.
W 1903 roku, pasza Paryża stworzył płaszcz „Konfucjusza” o prostym kroju, a kilka lat później w 1906, spopularyzował modę na styl „helleński” – fason z podwyższoną talią. W okresie do pierwszej wojny światowej, styl mody prezentowany przez francuskiego projektanta nacechowany był wzorcami wschodnimi. Inspirację czerpał z kultury chińskiej, japońskiej lub perskiej. Szarawary i turbany były znakami rozpoznawczymi stylu kulturowego impressario.

W 1910 roku zostało powołane stowarzyszenie Chambre Syndicale de la Couture Parisienne zrzeszające 15 domów mody. Aby przystąpić do elitarnego klubu i stać się członkiem haute couture – strój musi być uszyty w całości ręcznie przez zespół minimum 20 osób pracujących w paryskim atelier i prezentować dwie sezonowe kolekcje rocznie (nie mniej niż siedemdziesiąt pięć nowych modeli). Dzieła wysokiej jakości są równie piękne od spodniej strony, a każdy szew jest dopasowany do sylwetki klientki począwszy od toile – wstępnej wersji stroju wykonanego z muślinu.

Choć kreacje segmentu haute couture cieszyły się ogromnym powodzeniem w Europie i za Oceanem, to pierwsza wojna światowa wyznaczyła nowy porządek w świecie. Gabrielle Chanel, najbardziej wpływowa projektantka XX wieku była świadkiem śmierci luksusu – okresu Belle Époque, w 1914 roku.

coco-chanel-apartment-800x550

W okresie militarnych zbrojeń, Paryż nie utracił pozycji światowej stolicy mody. W 1916 roku, Chanel wypromowała prototyp kostiumu z wełnianego dżerseju – komplet z kardiganem i uproszczoną formą spódnicy. Powściągliwa Coco była propagatorką modernizmu, a po zakończonym konflikcie zbrojnym, został wypromowany na salonach nowy ideał kobiety… naśladujący styl ubierania mężczyzn. Dla projektantki, nowy trend chłopczycy był na rękę, ponieważ w jej projektach odnajdujemy inspirację personalnymi upodobaniami. Spodnie z rozszerzaną nogawką poniżej kolana, koszula noszona w kurortach lub damskie garnitury nawiązują do tytułowej postaci z La Garçonne, powieści autorstwa Victora Margueritte’a z 1922 roku. Każda ówczesna kobieta pożądała wizerunku amazonki. Choć lata 20. i 30. XX wieku to złote czasy dla rozwoju haute couture, jednakże Grande Mademoiselle pozostała wierna swoim zasadom. Prostota, funkcjonalność oraz elegancja są wyznacznikami jej ponadczasowego stylu.

hb_1984.28a-cW 1926 roku, lwica salonowa wypromowała modę na małą czarną – sukienkę noszoną przez miliony kobiety na całym świecie. Jej sukces zawdzięczamy barwie, ponieważ jest to bezpieczny kolor elegancji, natomiast jej prosta forma (krój) jest znana od początków XX wieku.

Gabrielle Chanel uznawana jest za stylistkę międzynarodowej sceny modowej, natomiast to Madeleine Vionet jest jej architektem.
W pierwszym ćwierćwieczu ubiegłego stulecia, francuska projektantka wypromowała własną teorię projektowania ubioru opartego na formach geometrycznych. Jest autorką kroju ciętego ze skosu, a także spódnicy uszytej z trójkątów. Wyrafinowane draperie, węzły lub skręty zdobiące suknię miały za zadanie podkreślić piękno kobiecego ciała.
Choć jest to okres coraz większej fascynacji modą sportową i nowym ujęciem elegancji – awangardą, to designerka inspirowała się starożytnością i światem ją otaczającym. Jest ona autorką sukni uszytej z jednego kawałka tkaniny wzorowanej japońskim kimonem. Madame Vionet po mistrzowsku cięła tkaniny bezpośrednio na modelce, a jej wkład do świata mody zdefiniował technikę tradycyjnego kroju.

060-madeleine-vionnet-theredlist

W 1929 roku nastał Wielki Kryzys, który zmienił oblicze świata. Również przemysł modowy nie pozostał obojętny na nową sytuację, ponieważ rynek odzieżowy nie jest samodzielnie funkcjonującym tworem. Kontrowersje sfery politycznej lub gospodarczej mają wpływ na jego aktywności na międzynarodowej arenie. Bogata klientela haute couture utraciła dorobek swojego życia. Mawia się, że spódnica skraca swą długość jeżeli ludzie są szczęśliwi i zadowoleni z prowadzonego życia, natomiast z końcem lat 20., spódnice o długości do okolic kostek stały się ponownie en vogue, co stanowiło odzwierciedlenie trudnych czasów.

Lata po pierwszej wojnie światowej to czas narodzin nowych prądów w sztuce. Fowizm i kubizm prężnie rozwijały się w Paryżu. Ekspresjonizm zbierał rzesze sympatyków w Niemczech. Włosi chlubili się futuryzmem, natomiast Elsa Schiaparelli upodobała sobie dwa style: surrealizm i dadaizm.
Dali11W latach 30., ekscentryczna projektantka drukowała oryginalne rysunki Salavadora Dalíego lub Jeana Cocteau na swoich projektach. Krawcowa włoskiego pochodzenia szyła ubrania o charakterze sportowym a każdy jeden model zawierał fantazyjny pierwiastek. Zdobione haftem, paciorkami lub guzikami o niezwykłych kształtach. Kapelusz w kształcie buta? Dlaczego nie. Sztandarowym przykładem jej twórczości jest sweterek z iluzjonistyczną, białą kokardą, który otworzył drzwi do międzynarodowej kariery. Z czasem, projektantka zyskała liczne uznanie na salonach i zaczęła tworzyć suknie wieczorowe. Jej klientką była między innymi Wallis Simpson. Księżna Windsoru zszokowała królewski dwór nietuzinkową suknią w homarowy print.

Na paryskiej scenie nazwiska innych wielkich krawców nie schodziły z pierwszych stron gazet. Jeanne Lanvin szyła dla konserwatywnych klientek rozkochanych w romantycznych i eleganckich sukniach, a w 1937 roku Cristobal Balenciaga, okrzyknięty krawcem krawców w latach późniejszych, otworzył swój pierwszy dom mody. Tymczasem, po drugiej stronie globu, Hollywood przeżywało swoją złotą erę i zajęło miejsce Paryża w roli guru modnego stylu.

Wybuch drugiej wojny światowej dokonał spustoszenia na europejskim rynku modowym. Pomimo hitlerowskiej okupacji, pierwsza stolica mody utrzymała swoją wysoką pozycję, acz wzrost znaczenia mody amerykańskiej był początkiem końca francuskiego segmentu haute couture.
W latach 40., produkcja gotowych i codziennych ubrań z metką Made in U.S.A wysunęła się na prowadzenie, a narodowi projektanci zdobywali coraz większą popularność. Moinbocher i Charles James tworzyli luksusowe konfekcje, a Nowy Jork został okrzyknięty stolicą mody w 1943 roku.

Na świecie zapanował pokój, a Paryż wznowił swoją działalność. W 1947 roku, Christian Dior wylansował swoją pierwszą kolekcję „New Look”, która na przekór powojennemu racjonowaniu tekstyliów ukazała obfitość materiałów i powrót do kobiecej linii w kształcie klepsydry z początku wieku. Kilka lat później, w 1954 Gabriella Chanel ponownie otworzyła dom mody i zaprezentowała światu ubrania oraz dodatki gorszej jakości niż w przypadku ubrań szytych na miarę, aczkolwiek klientki czuły się w nich elegancko.

2006ae9661_dior_photograph-746x1024

Świat w wielu dziedzinach rozwijał się z prędkością światła, a cytując profesora Reiko Koga: W modzie odbiciem przyspieszonego tempa życia było coraz szybsze następowanie po sobie kolejnych trendów mody. W latach 60., Yyes Saint Laurent otworzył dom mody prêt-à-porter, a amerykański model produkcji masowej zaczął królować w Europie. Gotowe ubrania wyparły segment haute couture. Liczba paryskich domów mody couture gwałtownie zaczęła spadać ze stu sześciu (1946 rok) do dziewięciu w 2015. Podczas drugiej wojny światowej segment wykwintnego krawiectwa liczył 20.000 klientów, w latach 80. była to grupa 3.000 osób, natomiast wartość sprzedaży kreacji najwyższej jakości stanowiła 6% sprzedaży ogólnoświatowej w 1997 roku. Aktualnie na świecie jest około 150-200 regularnych klientów i przypada od 15 do 18 osób na konkretny dom mody.

Społeczeństwo masowe wypaczone jest indywidualnego stylu. Sieciowe marki jak hiszpański gigant ZARA lub szwedzka H&M dyktują warunki na rynku, wszakże nie możemy zapominać, że teoria mody z przełomu XIX i XX wieku mówi o inspirowaniu się stylem przez inne klasy wywodzącym się… od arystokracji.
Dzisiejsi recenzenci rynku fashion mają podzielone zdanie dotyczące funkcjonowania haute couture. Dla jednej grupy, sezonowe kolekcje są nacechowane współczesnością i zwyczajnie są nieeleganckie, natomiast inni projektanci, w swojej twórczości wracają do korzeni lub na nowo definiują nostalgiczną formę kobiecości. Odpowiedzią na nurtujące nas zagadnienie być albo nie być dla haute couture są słowa Christiana Diora. Jak pisał w swojej autobiografii Dior by DiorW dzisiejszym świecie, wykwintne krawiectwo jest jedną z ostatnich skarbnic cudownej, ekskluzywnej mody, która nie może być dostępna dla każdego; wystarczy, że będzie obecne na świecie i będzie odczuwalny jego wpływ. Zatem, drodzy Czytelnicy, co z tą modą najwyższego kalibru?

as

Miłość w trudnych czasach

Kilka dni temu, w kolegiacie św. Anny w Krakowie, przed Panem Bogiem i zebranymi w kościele, piękni oni, Polka & Belg, przysięgli sobie „miłość, wierność i uczciwość małżeńską” w języku miłości. Subtelna ceremonia w baśniowym otoczeniu.
Życzę moim bliskim kompromisów ponad normę, miłości nie tylko „od święta do święta”, a także wzajemnego zrozumienia… na nowej drodze wspólnego życia, jednakże rodzi się wewnętrzna wątpliwość. Czy dla polskiej dziewczyny, która uległa modzie stereotypowej i mężczyzny, który żyje w kraju bez głęboko zakorzenionej tradycji wiązania się „na stałe”, uda im się stworzyć dobry związek pomimo fundamentalnych różnic?
Stara śpiewka mówi, że przeciwieństwa się przyciągają, a po analizie historii kilku kontrowersyjnych związków partnerskich, śmiało ich uznaję za szczęśliwych. Ktoś mądry powiedział, że w roku 2000 zaczął się wiek samotności, a najnowszy Narodowy Spis Powszechny pokazuje, iż w Polsce jest 5.000.000 jednoosobowych gospodarstw domowych. „Oswojone singielki” to kobiety aktywne zawodowo, świadome piękna swojego umysłu & ciała, pasjonatki, którym w życiu „się udało”. Inne „single Ladies” są „na wydaniu”, ponieważ starają się za mało, a magisterium uważają za szczyt swoich możliwości. I jak na złość, ten nieszczęsny cellulit, który jest partnerem „na dobre i złe”.
Mamy jeszcze inną grupę „samotnych” matek… Ktoś (za)rzuci sprzeczność; przepraszam, jak to w życiu bywa. Związek to szaleństwo, jednakże jest obłędem wchodzenie w nowe związki, kto uważa, że „[…] dwa kroki w tył traktuje jako rezygnację z siebie. Stąd przeświadczenie, że z kimś innym będzie mu lepiej i że w każdej chwili może to zmienić”. Już niebawem czeka nas medialny rozwód amerykańskiej wokalistki R&B, Beyoncé Knowles z raperem Jay’em Z. Notabene, oszałamiająca diwa, nie tak dawno temu śpiewała „all we single Ladies”… Podobno, nie dopasowali się w kwestii lojalności- wartość, która dla wielu jest „na wymarciu”. Natalia Kukulska wtóruje, że „wierność jest nuda”, a ja uważam, że jest ona całkiem sexy i dlaczego nie? Dorzucam „namiętność” oraz „dialog”, i serwuję gotowy przepis na sukces w związku. Każda szata ma dwie strony. A czy istnieje wzór na mieszankę wybuchową, „marry old & new”?

Po pierwsze, fundament.

Od dnia narodzin, los Gabrielle Chanel był z góry przesądzony, jednakże ciężką pracą, determinacją i wiarą w osobisty „ideał piękna”, życie Grande Mademoiselle jest legendą i inspiracją dla Karla Lagerfelda, dyrektora artystycznego francuskiego domu mody, który co rusz, od 1983 r., unowocześnia i wprowadza do obiegu oryginalny model biało-czarnych pantofli.
W związku „old & new”, hot wartością jest solidny fundament, który „[…] pogłębił i położył na skale. Gdy przyszła powódź, przedarła się rzeka do owego domu, lecz nie zdołała go poruszyć, bo on dobrze został zbudowany”. W historii mody, szczytem doskonałości jest „klasyk”, określenie którego od blisko 100 lat, używa się w odniesieniu do czegoś ponadczasowego… pary kobiecych szpilek, których narodziny przypisuje się urodzonemu we Włoszech, francuskiemu szewcowi, André Perugia. Dzięki nim, kobiety zostały wyniesione na wyżyny, a przy okazji, zasadniczo zmienił się model postrzegania kobiecości.
W latach 50., „wysokie obcasy” nosiły femme fatale, seksbomby, gwiazdy kina. Ich obecność stała się nieodłącznym elementem kobiecej garderoby, natomiast modę na it buty spopularyzowały marki Roger Vivier lub Salvatore Ferragamo. Według mnie, gwiazdą największego formatu jest Manolo Blahnik, projektant obuwia damskiego, uważany przez wielu za mistrza rodem z epoki renesansu. Inspirują go muzy- kobiety przeszłości, a jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. Dzisiejsza idealistyczna postać, amerykańska pisarka Carrie Bradshow przekonuje, że „[…] buty od Manolo są równie dobre jak seks… a do tego można się nimi cieszyć na dłużej”. Nic dodać, nic ująć, kobiety potrafią łączyć przyjemne z pożytecznym, stare z nowym, tanie z drogim…

Po drugie, zaufanie.

W XXI wieku, romans doświadczonego przez życie mężczyzny z młodszą (nowszej generacji) kochanką nie powinien nas szokować, wszakże, zadaję sobie pytanie, czy w „oswojonych” czasach, w których tak wielu jest ludzi „wolnych duchem i ciałem”, rozwodników lub par żyjących na „kocią łapę”, nasz rozpatrywany związek może istnieć ponad podziałami?
Ludzkie dzieje zniosły mnóstwo zawirowań, od choćby I oraz II wojnę światową. Formujący się świat nie tworzył odrębnej historii, a miał wpływ na kreowaną wówczas modę. W latach 40., za oceanem, pojawiły się pierwsze modele „odzieży praktycznej”, konstruowano kolekcje linii prêt-à-porter, a haute couture nieprzerwanie istnieje od końca XIX w. Do lat 30. XX w., punktem wyjścia dla „najwyższego krawiectwa” był gorset. W roku 1903, pasza Paryża, Paul Poiret, wypromował „linię empire”, która zrewolucjonizowała ówczesny krój sukni. Współczesna forma prezentowanych modeli kolekcji haute couture, również ulega przeobrażeniu. „Stary, dobry” John Galliano odszedł w zapomnienie, a Raf Simons, dyrektor kreatywny domu mody DIOR prezentuje „new look” w autorskim wydaniu. Przewrotność? Według mnie, nie tylko słowna.
Show must go on i kolekcje luksusowego segmentu mody będą tworzone, aczkolwiek w tym, co widzę & czuję, brakuje… polotu. Wschodzącą gwiazdą międzynarodowej areny, która inspiracje czerpie z historycznych strojów, a przez to ją uważa się za „staromodną”, jest rosyjska coutures, Ulyana Sergeenko.
W czasie II wojny światowej, Paryż nie utracił pozycji światowej stolicy mody. Od kilku sezonów, domy mody CHANEL & DIOR prezentują kolekcje demi-couture dla swoich lukratywnych klientów w Szanghaju, natomiast w kwietniu br., włoski dom mody VALENTINO dołączył do ich grona. Maria Grazia Chiuri & Pierpaolo Piccoli, dyrektorzy kreatywni, stworzyli kolekcję łączącą elementy haute couture & prêt-à-porter, z kolei każdy cm kreacji przesiąknięty jest głęboką czerwienią – elementem „marką” domu mody Sor Valentino Garavani. Największe chińskie miasto, Szanghaj, w latach 20. nazywano „Paryżem Wschodu”. Zbieżność? Zupełnie niepozorna.

Po trzecie, wiara.

W latach okupacji, 1914-1918, kluczem do wszystkiego stało się pojęcie „bycia razem”. Tu i teraz, kiedy kryzys goni kryzys, zastanawiam się czy dobrze rokujący duet „old & new” przetrwa w złych czasach?
Elsa Schiaparelli, włoska projektantka „z krwi i kości” najaktywniej współpracowała z teraźniejszymi artystami. W jej ekscentrycznych projektach widoczny jest wpływ surrealizmu i dadaizmu jako odpowiedź na czasy w których przyszło jej tworzyć. W wyniku kolaboracji najsławniejszego hiszpańskiego przedstawiciela nadrealizmu, Salvadora Dalego, a Madame „Awangarda”, na kartach historii zapisała się niebanalna suknia „Lobster dress”, którą nosiła księżna Windsoru, Wallis Simpson.
Viktor Horsting & Rolf Snoeren oferują ubrania „nie z tej bajki”, a na przekór recesji, w roku 2010, marka Viktor & Rolf wypuściła kreacje oparte na idei cięć budżetowych.
Dzisiejszy świat mody i akcesoriów zdominowany jest przez dwa olbrzymie koncerny, LVMH Moët Hennessy – Louis Vuitton oraz Gucci Group, które są całościowym lub większościowym udziałowcem m.in. marek fashion segmentu premium. Nie do zdarcia, jest dom mody CHANEL, który od początku swojego istnienia kreuje własną ścieżkę, a od 1953 r., imperium Coco tworzy rodzina Wertheirmerów. Ich doświadczenie potwierdza, że „co w rodzinie, to nie zginie”, a kryzys? Nie taki straszny jak go malują.

„What’s old is new again”. Związek „marry old & new” przetrwał próbę czasu. Moda się powtarza, a powrót do przeszłości jest postrzegany jako znak naszych czasów. Rozwój technologii, przemiany w społeczeństwie lub kulturze zmieniają pierwotne koncepcje, tworząc nowe wartości.
Lady Gaga nosi kreacje od Worth’a – Charles Frederick Worth jako „pierwszy” otworzył dom mody haute couture w ubiegłym stuleciu. Niegdyś księżna Diana inspirowała kobiety, a dzisiaj Kate Middleton przejęła pałeczkę i jest postrzegana za wyrocznią mody dla płci pięknej.
Diana Marian Murek prowadzi stronę „INTOTHEFASHION.com” – analizuje dzisiejsze trendy & źródło ich pochodzenia. Porównuje modele z bieżących kolekcji marek sieciowych do oryginalnych. Choć czasami zdarza się, że „wielcy świata” inspiruję się przeszłymi projektami domu mody, w którym pracują. „Kreatywni” od VALENTINO, dla kolekcji Jesień/Zima 2014|15 zainspirowali się suknią pochodzącą z kolekcji haute couture „Pure Porcelain” z roku 1968. Przypadek? Niefortunna wpadka.
Inną, świetną robotę, wykonała projektantka biżuterii, Anna Orska. Z początkiem nowego roku, miała miejsce premiera kolekcji „1000 lat w naszyjnikach”, która łączy spuściznę oraz nowatorskie podejście.
Moda to lifestyle, a ubranie jest jej częścią składową. Przykładów na istnienie związku partnerskiego „old & new” jest „od groma”. Wystarczy, że spojrzę na mój dzisiejszy outfit i poranną prasówkę. Ah, są to jeansy, oryginalny model L’evis, #newin, które w ciągłym obiegu są od wieków, natomiast kawą delektuję się od dzieciaka. Pierw „inka”, teraz in popularity jest „na mleku”. Najlepsza komitywa. Niby jestem taka push, a oldschoolowa do bólu, jak widać zresztą.
Model biznesu od Ralph Lauren bazuje na „wyimaginowanej przeszłości”, natomiast dla Nicolasa Ghesquière… ”Historia tego domu mody [BALENCIAGA] jest po prostu niewiarygodna – a to oznacza, że mam w pracy dużą swobodę”. Wypisz, wymaluj, dla kogoś „powrót do korzeni” był punktem wyjścia do stworzenia mistrzowskich kreacji-inspiracji.

Jestem pisarką fashion. Dla mnie, punktem honoru jest bycie obiektywną i nie gołosłowną. Czytelnikowi przekazuję informacje, stąd namnożyłam tak wiele przykładów. Codziennie piszę i od nowa (po)wracam „do postawy”. Zwątpiłam. Czy to już koniec mojej pracy, bo historia zatoczyła krąg i w swoim rozważaniu, jestem przy punkcie pierwszym, fundamencie?
A tak przy okazji, drodzy Państwo, jaką szatę przybraliście na dzisiaj?

Alicja Szablewska