Do trzech razy sztuka!

… I znowu szczęście przeszło obok mojego nosa. Główkowałam, trudziłam się w pocie czoła, aby moja konkursowa praca przeszła etap rekrutacji i mnie zapewniła miejsce w szeregu najlepszych. Jednej z dziesięciu.
Niestety, tym razem się nie udało. Czy pomyślność dopisze w przyszłym roku? Mam 50 proc. szans na wygraną i dwanaście miesięcy na przygotowanie.
Pisząc o sobie tu i teraz, prawie zapomniałam o najważniejszym. Moja praca realizuje temat DIFFERENT = IRREPLACEABLE. Jest to myśl przewodnia tegorocznego festiwalu Art & Fashion Forum zbliżającego się wielkimi krokami.
O czym piszę? O indywidualności szytej na miarę naszych czasów. O modzie na masowy punkt widzenia, która niszczy przemysł odzieżowy. Stawiam tezę: Czy będąc oryginalnym można kreować modę zapamiętaną przez potomnych? Przytaczam sylwetki wspaniałych projektantów mody otulonych w siedem cnót głównych. Oryginalnie? Moim zdaniem o to w modzie biega. Jeżeli moi drodzy Czytelnicy nie ścigają się dzisiaj z czasem, to proszę się skupić i wgryźć w tekst. Dobre słowo zapewniam, kiedy pogoda płata nam figle.

Alicja Szablewska

INDYWIDUALNOŚĆ SZYTA NA MIARĘ NASZYCH CZASÓW

     W latach 70. XX wieku, kiedy kapitalizm jak dobrze naoliwiony parowóz rozpędzał się do maksymalnych prędkości prąc w nieznane – Amancio Ortega zaczynał pracę u podstaw jak nasi rodzice, tworząc zalążek do budowania własnego „ja” – biznesu, który w latach późniejszych okazał się drogą do przeznaczenia. Przedsiębiorstwo Hiszpana działało w branży bieliźniarskiej, jednakże Ortega czuł, że może przenosić góry jak na ówczesne czasy. Pragnął podarować swoim klientom pożądany przez nich produkt tu i teraz, bez konieczności oczekiwania długich miesięcy na jego powstanie i pojawienie się na półkach sklepowych. Niemożliwe? Tylko w teorii. Pomysłowy przedsiębiorca miał nosa, odrobinę szczęścia i dopiął swego, ponieważ jego pierwsza marka sieciówkowa Zara, założona w 1975 roku, wyniosła jego na szczyt i umieściła businessmana z krwi i kości na pierwszym miejscu listy najbogatszych ludzi świata 2016 roku według magazynu Forbes. Chylę czoła dokonaniom możnych tego świata, a Ortega jest członkiem elitarnego klubu najlepszych. Czego się dotknie, zamienia w złoto.
Złotym biznesem jest grupa Inditex składająca się z ośmiu marek. Licząca łącznie 7.013 sklepów (w styczniu 2016 roku), w 91 państwach świata i obecna na 5 kontynentach. Imponujące osiągnięcie, prawda? Grupa ośmiu wspaniałych brandów wypracowała sprzedaż na poziomie 20 miliardów 900 milionów euro w roku finansowym 2015 i osiąga coraz wyższe loty. Najmocniejszy as w rękawie Ortegi – marka Zara jest odwiedzana przez statystycznego klienta średnio siedemnaście razy w roku kalendarzowym i ten wynik umacnia pozycję it marki na światowym rynku. W 2011 roku prezes Inditex usunął się w cień, jednakże nikt i nic nie odbierze mu zasługi dla rozwoju mody na masowy punkt widzenia. Amancio Ortega jest prekursorem i liderem fast fashion – mody, która szybciej znika z półek sklepowych niż się na nich pojawia.

Moda na masowy punkt widzenia jest wytworem ery kapitalizmu. Narodziła się w latach 40. XX wieku, w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i następuje w sposób ewolucyjny. W tym okresie zapanowała moda na tak zwany praktyczny ubiór – amerykański styl sportowy różniący się od strojów do aktywności fizycznej, skonstruowany z innowacyjnych materiałów i za pomocą nowych technik kroju. Ubrania gotowe wysunęły się na prowadzenie, w Europie ów trend pojawił się już po II wojnie światowej. Jak pisze Marcin Różyc w książce „Nowa polska moda”: „strój nabiera cech mody wtedy, gdy przestaje wyłącznie chronić i zaczyna coś wyrażać: bunt, bogactwo, przynależność do jakiejś grupy czy kultury. Moda może też symbolizować władzę, religię i siłę, ale także mądrość”. Czy zatem to, co nosimy mówi o nas więcej niż to, co mamy? Jest to odważna teoria niemieckiego filozofa Ericha Fromma, jednakże ulica jest odmiennego zdania. Na platformach społecznościowych „panny nikt” kreują wyidealizowaną rzeczywistość daleką od prawdy o nas samych, a masy to kupują, bo „społeczeństwo masowe to społeczeństwo skrajnego, wypaczonego hedonizmu, opartego na najbardziej pierwotnych instynktach”. Łatwiej i taniej jest stanąć w jednym szeregu z innymi niż wyłamać się z tłumu. Moda ubrała się w powszechność i powtarzalność. Lansuje trendy na niemodne wartości, dla przykładu – przedmiotowość. W roku ubiegłym wielu znamienitych twórców mody na światowym poziomie pożegnało się ze stanowiskami kierowniczymi. Wstąpili w szeregi innych domów lub słuch po nich zaginął. Co robią Alber Elbaz, Hedi Slimane czy Raf Simons? Ten ostatni jeszcze niedawno projektował sześć kolekcji rocznie dla francuskiego domu mody Christian Dior. Po zakończonej współpracy z żalem w głosie powiedział: „Tworzenie kolekcji wymaga czasu, a ja tego czasu nie dostałem”. Świat mody jest okrutny i przeniknięty do cna żądzą pieniądza. Kto nie przyjmie jego reguł za stałą, ten wypada z tej gry szybciej niż do niej dołączył.
Przynależność do grupy o której mówią masy jest wygodne, bo nigdy nie zaliczysz gafy i daje poczucie bezpieczeństwa, jednakże performerka Marina Abramović stawia kontrę. Kontrowersyjna artystka jest zdania, że „jeżeli pójdziesz łatwą ścieżką, to nigdy się nie zmienisz”, a świat mody otwiera się i na indywidualności. Blogerki Macademian Girl lub Man Repeller zostały życzliwie w nim powitane. Postawiły wszystko na jedną kartę. Swą charyzmą oraz siłą charakteru wygrały z masowym punktem widzenia. Trendsetterzy mają wizję siebie, którą konsekwentnie i z uporem wcielają w życie. Jednostki wyjęte z kontekstu? Owszem, „bo najważniejszym jest być wiernym swoim zasadom” – nie są to słowa bez pokrycia w życiu utalentowanej polskiej skrzypaczki Patrycji Piekutowskiej. Nasza Rodaczka sprzeciwiła się ocenie nauczycielki, bo uznała ją za niesprawiedliwą i krzywdzącą. Pani profesor zmieniła zdanie, przyznała właściwą ocenę i zyskała podziw w oczach przyszłego wirtuoza. Projektantka Dominika Nowak wytrwale i pod prąd realizują wizję mody inspirowaną sztuką. Przypadek? Ależ skąd. Wiedzą o tym liczni, albowiem „sztuka jest formą przeżycia życia” według znawczyni tematu Yoko Ono. Czy będąc oryginalnym można kreować modę zapamiętaną przez potomnych?
Oto przykłady siedmiu wspaniałych projektantów mody, których twórczość artystyczna jest manifestem na trudne czasy w których żyją i pracują. Kultowe projekty wyrażają więcej niż tysiąc słów i są odzwierciedleniem siedmiu cnót głównych. Oryginalnie? Inność wyróżni Cię z tłumu, a w czasach teraźniejszych oryginalnymi stają się ci, którzy mają odwagę odwoływać się do tradycji i kultywować przekazywane wartości dla przyszłych pokoleń.

     „Niech się dzieje wola nieba!” jak zakrzyknął Rejent Milczek u Fredry. Maksymie zdaje się hołdować John Galliano. Projektant ukochany przez świat mody, stworzył z nią związek niepowtarzalny. Pielęgnowany, dopasowany, niestety czasem ograniczony. Nagle, niespodziewanie, nadszedł kres tworzenia obrazowych kreacji zapadających w pamięć i w serce entuzjastów segmentu wysokiego krawiectwa. Niefortunny zbieg okoliczności, przypadkowe spotkanie, wygnanie i zapomnienie. Po kilku latach rozłąki, sir Galliano powrócił, uwiedziony przez modę. Czy od losu dostał drugą szansę?
Podczas londyńskiego tygodnia mody kolekcji męskiej, mistrz zaprezentował kolekcję Artisan przeznaczoną kobietom. Groteska? Tylko pozorna. 24 modele przeszyte grubą nicią chaosem jego kreatywnej duszy. Tematyczne, retrospektywne, współczesne i spójne z filozofią domu mody Martina Margieli. Nowy naczelnik armii białych fartuchów zadanie wykonał wzorowo. Spokój ducha Galliano zachowany. Autorytet i poważanie odzyskane.
Projektant naszych czasów dostał bolesną lekcję życia. Zrozumiał jej sens i otulił się pokorą – pierwszą, a zarazem pierwszorzędną cnotą. Szczodrości życia nie posmakował Alexander McQueen. Urodzony na angielskiej ziemi, pokochany przez jej ludy i rodzinę królewską. U szczytu swojej sławy, w kwiecie wieku, wysławiany pod niebiosa. Skromny do szpiku kości mistrz pożegnał się ze światem żywych. Projektant z wizją walczył z demonami przeszłości – tragicznego dzieciństwa. Choć jego kolekcje bywały na pozór agresywne, przedstawiały prawdę o nim samym, walkę świata dobrego ze złym. Osławiony projekt Savage Beauty, wydany po śmierci geniusza, przedstawia ikoniczne kreacje powstałe z miłości projektanta do natury, anatomii, historii oraz romantyzmu. Za jego życia wartość owych projektów przyprawiała o zawrót i ból głowy, wszakże McQueen daleki był od brania – pragnął dawać. Z drugą cnotą – hojnością, McQueen był za pan brat. Oryginalna osobowość, indywidualność nie do podrobienia, pokazała nam – materialistom, na czym polega prawdziwa miłość.
W skomercjalizowanym świecie ważkich wartości, dla przykładnych projektantów mody przewidziane jest szerokie pole do popisu. Herezja? Tak, bo świat mody jest przewrotny do granic możliwości oraz nie- bo wiara (w ludzi) czyni cuda. Nadzieją na lepsze jutro jest postać Saudyjczyka Ashi, którego baśniowe kreacje wzbudzają zachwyt i ciekawość najbardziej opornych. Przesada? Spójrzmy prawdzie w oczy. Mistrzowskie cięcie materiałów. Precyzja. Warsztat dopracowany w najmniejszym calu. Ideał? Wierna kopia talentu Jeanne Lanvin lub przyjaciela po fachu Toniego Maticevski. W czym tkwi sekret powodzenia? W solidnym fundamencie. Banał na miarę naszych czasów? Nie do przyjęcia. Suto zdobione suknie projektanta z Bliskiego Wschodu mają jedną stałą cechę. Są powtarzalne do bólu. Czy jest to zarzut? Stwierdzenie faktu. Biel – barwa symbolizująca niewinność przeszywa na wskroś sezonowe projekty. Cnotliwa kolekcja? Czystością jego łzy spowita. Która jest najważniejsza?
Ta wczorajsza, roku kalendarzowego 2015, przywdziewana letnią porą. Najpiękniejsza? Ona przemawia oryginalnością i autentycznością. W czasach skalanych ludzką żądzą i chciwością to nadzieja umiera ostatnia. Słowa bez pokrycia? Dla niedouczonych i nieporuszonych niewspółczesnymi, a wciąż modnymi i na czasie autorytetami. „Miej serce i patrzaj w serce”. Niech te mądre słowa wieszcza Adama Mickiewicza będą początkiem boju o cnotę miłości. Projektanci w modzie prawdziwie zakochani stanęli w jednym rzędzie. Piekielnie utalentowani, błyskotliwi, osławieni. Niejednokrotnie są zasypywani medalami. Kto z nich okaże się triumfatorem i zdobędzie złote runo? Hiszpańska marka Delpozo ma najwięcej szczęścia i zasłużenie wygrywa. Projekty geniuszu Josepa Fonta porywają serca śmiertelników. Z architekturą jest on za pan brat. Czyste formy kłębiące się w myślach mistrza – urzeczywistnia. Czy świat pięknie ubiera? Kolekcja prêt-à-porter na sezon jesień-zima 2016 literalnie oddaje ducha marki stawiającej na nieoczywiste połączenia. Tradycja i współczesność? Zgrany duet. Kolekcja jest przyjemna dla oka, ale co sprawia, że jest wyjątkowa? Dlaczego to Font króluje nad wszystkimi i dzierży berło uznania? Przyjrzyjmy się detalom – skórzanym rękawiczkom powyżej łokcia. Występujące w kilku intensywnych barwach, bogato zdobione fantazyjną roślinnością i wykonane z materiałów we wszystkich kolorach tęczy. Swoją niepowtarzalnością pieszczą zmysły estetów. Niejednokrotnie utwierdzamy się w przekonaniu, że piękne projekty powstają z miłości do świata nas otaczającego. Josep Font zdobył się na odwagę, zaprezentował nowy produkt, zainspirował innych? A może wyznaczył nowy styl w modzie? Czas pokaże czy jego wizja kobiety „ponad podziałami” XXI wieku obroni się dzielnie. Ideom promującym inność w świecie mody wtóruje francuska projektantka Bouchra Jarrar. Pracowała dla najlepszych domów mody, wszakże to praca nad własnym nazwiskiem przyniosła jej najwięcej satysfakcji. Choć poszybowała już wyżej, to skoncentrujmy się na aktywnościach skromnej postaci do marca bieżącego roku. Dlaczego? To madame Jarrar przypisano piątą cnotę – umiarkowanie, bazując na osiągnięciach własnego nazwiska. A jaki rodzaj mody będzie prezentowany przez Francuzkę w przyszłości? Odpowiedzi szukajmy w najnowszej kolekcji ready-to-wear domu mody Lanvin.
Bouchra Jarrar jest minimalistką z wyboru. Inspiruje ją życie codzienne. W tworzonych kolekcjach dla segmentu wysokiego krawiectwa nie przystała na kompromis i nie zaprezentowała mody ocierającej się o przepych, nawet w grudniu 2013 roku, kiedy stała się oficjalnym członkiem elitarnej organizacji Chambre Syndicale de la Haute Couture zrzeszającym trzynaście najlepszych nazwisk. Kolekcją haute couture na sezon wiosna-lato 2014 obroniła własną ideę piękna. Prezentowane kreacje wysokiego krawiectwa mogą być w wersji na dzień. Długie spodnie w kant o rozszerzonej nogawce. Powłóczyste maxi suknie o delikatnie zarysowanej linii litery A. Podstawowa kolorystyka. Elementem wyróżniającym kolekcję są pióra, futro i złote zamki. Delikatnie, eterycznie, ze smakiem. Umiarkowanie najwyższych lotów, a Bouchra Jarrar jest ptakiem, który rozwija skrzydła.
Drogą projektantki made in France podąża Magda Butrym. Naszą rodaczkę można by otulić cnotą rozwagi, wszakże przybrała ona drugie imię – szóstej cnoty – cierpliwości. Złośliwi powiedzą, że szczęście spadło jej z nieba. Skromna blondyneczka, która unika świata mediów jak diabeł święconej wody – zaliczyła miażdżącą porażkę zanim świat o niej usłyszał. Nie poddała się. Otrzepała fartuch z kurzu i wstała na równe nogi. Szlifując swój warsztat na plecach Joanny Przetakiewicz, pokonała lwicę salonową. Zadebiutowała.
Polska projektantka tworzy dwie kolekcje sezonowe rocznie. Każda z nich wnosi nowego ducha do świata mody. Odważne ujęcie trendów przeplata się z sensualnością i ociera o inspiracje zaczerpnięte z klasyków. To tworzy mix – kolekcję obok której żaden krytyk mody nie przejdzie obojętnie. Wyrocznia mody – madame Carine Roitfeld zainteresowała się kolekcją na sezon zbliżający się wielkimi krokami. W swojej publikacji nie szczędziła czułych słów pod adresem Magdy Butrym. Werdykt byłej naczelnej francuskiego wydania magazynu Vogue trafia swoim słowem w sedno. Parafrazując słowa mistrza doby renesansu, Michała Anioła, „geniuszem jest wieczna cierpliwość”.
Z terminem odrodzenia borykała się Polska po 1989 roku. Każdy próbował swoich sił, a nasza ziemia była płodna i otwarta na wszelkiej maści gospodarcze inicjatywy. Dziewczyna znikąd – Gosia Baczyńska znalazła się na zakręcie – nie zdała egzaminu z rysunku technicznego, lecz nie załamała się. Powzięła sprawy w swoje ręce i ruszyła w nieznane. Do wyważonej kobiety, w średnim wieku pasuje jak ulał siódma cnota – gorliwość i pracowitość. Czy aby na pewno słusznie? Jej autorska marka z powodzeniem działa na rynku od 19 lat. Szczególne osiągnięcie? Ktoś z tłumu zawistnych krzyknie, że „takich jak ona są dziesiątki”, wszakże na początku lat 90. nikt o Baczyńskiej nie słyszał. Nieznana i bez grosza przy duszy. Londyńskie doświadczenie sprawiło, że młoda dziewczyna z okolic Wrocławia zajęła się modą na poważnie. Na obczyźnie pracowała jako krawcowa. Poznała techniki kroju, pracę z modelami oraz rodzaje materiałów. Wróciła do kraju i postawiła na siebie. Lotna, pracowita, uparta. Pięła się po drabinie sukcesu.
Na rodzimym podwórku od pokoleń istnieją marki „od wyboru do koloru”, lecz nasz cud znad Wisły tworzy odrębny styl w polskiej modzie – styl na Baczyńską. Oryginalna, niepodrobiona, zjawiskowa kolekcja jawi się dwa razy w roku. A która z nich jest wybitna? W 2013 roku ambasadorka swoich marzeń zadebiutowała podczas francuskiego tygodnia mody. Kolekcja ready-to-wear I Feel Love była ukoronowaniem szesnastu lat ciężkiej pracy projektantki w branży mody. Słowa ewangelisty św. Mateusza „tak właśnie ostatni będą pierwszymi” mają rację bytu tu i teraz. Choć to nazwisko Baczyńskiej zamyka rozważanie o siedmiu wspaniałych projektantach, to świat leży u jej stóp.

     Siedmiu wybitnych projektantów mody uwierzyło we własne siły, pokonało słabości i zaprezentowało światu najlepsze wersje siebie – projekty okrzyknięte mianem kultowych.
W swoich sercach udomowili oryginalność. Patetycznie? Szczerze do bólu. Zewsząd słyszymy, że autentyczność jest cechą nielicznych. Odważyli się być sobą i zyskali podziw ludzi – najcenniejszą nagrodę. W książkach o historii mody przeczytamy o ich kwiecistych lub mniej wystawnych kreacjach. To ich postacie są wzorem do naśladowania przez młodych ludzi szukających swojego miejsca w branży fashion. W tym miejscu odzwierciedlenie znajdują słowa pochodzące ze starożytnego tekstu buddyjskiego Dhammapada: „to, kim jesteś obecnie wynika z tego, kim byłeś. To, kim będziesz jutro, wyniknie z tego, kim jesteś dziś”.
Na początku XX wieku Gabrielle Chanel uparła się, że jej autorska wizja kobiety (minimalistki i chłopczycy) znajdzie uznanie i akceptację wśród ówczesnych dam oraz śmietanki towarzyskiej. Nie miała wiele do stracenia. A ile zyskała? W XXI wieku dom mody Chanel prezentuje ikoniczne projekty Grande Mademoiselle w nowatorskim ujęciu. Kreatorka mody, która ukochała tweedowe kostiumy, poziome paski oraz biało-czarne połączenia była perłą – kobietą o rewolucyjnych poglądach. W 1926 roku, kiedy kreacje wysokiego krawiectwa zdobiły bogate panie, to Chanel spopularyzowała modę na midi sukienkę – „małą czarną” o prostym kroju, delikatnie zarysowanej linii. Po 90 latach od dnia jej premiery jest to model najczęściej wybierany przez płeć piękną.
Być innym nie znaczy być gorszym. Być innym znaczy być zapamiętanym. O prawidłowości tych słów przekonał się i Christian Dior. 17 lutego 1947 roku zaprezentował bogatą kolekcję okrzykniętą przez ówczesną redaktor naczelną magazynu Harper’s Bazaar, Carmel Snow – „New Look”. „Nowa moda” położyła kres smutnej modzie II wojny światowej. Model plisowanej spódnicy, mocno zwężonej w talii, poniżej linii kolan wylansowany przez monsieur Diora w ’47 jest it trendem na sezon jesień-zima 2016|2017. Historia kołem się toczy? Jednostkowy projekt, który dokonał przewrotu w świecie mody stał się modelem uwielbianym przez masy.
Przytoczone osobistości – autorytety odważyły się zaryzykować i przedstawić autorskie wizje narażając się na ostracyzm, wyśmianie i zapomnienie. Jednakże to oni wygrali. Ich oryginalne, bo płynące z głębi serca ujęcie mody przyczyniło się do zmiany biegu historii oraz zmian, które oswoiliśmy jako normy w czasach teraźniejszych. Czy Magda Butrym, Ashi lub Josep Font zostaną ikonami mody na miarę wizjonerki Gabrielle Chanel? Przekonamy się o tym niebawem.

Alicja Szablewska

Perły, perły! Kocham je ponad wszystko!

Haute Couture FW 2014/2015

Źródło: pinterest.com

Tytuł mojego wpisu zdradza wiele. Obnaża mnie z prawdy, którą się szczycę. Tak, lubię nosić perły o poranku i do wieczornej kreacji. Ubolewam, że dzisiejsze kobiety nie przepadają za białymi precjozami i wybierają tańsze ich zamienniki. Niestety JA nie zatrzymam dobrze naoliwionej machiny mody.
Tytuł ukrywa i inne oblicze prawdy. Tak, współpracuję z Grupą Allegro. Tak, piszę o tym, co mnie personalnie się podoba dla największej platformy zakupów on-line. Tak, jeden z moich najlepszych tekstów został pocięty na kawałki i ułożony „od nowa”. I to mnie boli, że solidny materiał został dopasowany do masowego odbiorcy. Tak, jest to duży minus pracy z korporacją, ponieważ tańczę jak zagrają.
Zatem, moi mili, kończę z rozczulaniem się nad swoją niedolą i prezentuję oryginalny tekst „Perły, perły! Kocham je ponad wszystko!” na stronie prowadzonej od A do Z w moim stylu.

Przyjemności Wam życzę,

Alicja Szablewska

Untitled

„Ot, co za dzień i znowu nie mam się w co ubrać”. Bardzo często wkładając nosa do naszej szafy, powtarzamy te słowa bez zastanowienia gdyż zwyczajowo pęka ona w szwach. Niejednokrotnie wybór właściwej stylizacji spędza nam sen z powiek, bowiem „jak cię widzą, tak cię piszą”. Kiedy mamy coś na oku, jesteśmy na ostatniej prostej, zbliżamy się do mety i lada moment wyjdziemy z garderoby jako zwycięzca, ot, pojawia się kolejna zagwozdka – biżuteria, ponieważ diabeł tkwi w szczegółach. Panie wybierają klasyczne złote lub srebrne wzory gdyż sprawdzą się w każdej sytuacji albo tańsze ich odpowiedniki ze sklepów sieciowych, ponieważ pragną iść z duchem czasu. A może zaryzykuję i tym razem mój wybór postawię na sznury białych pereł? Prawdziwe czy sztuczne? Z kolczykami lub z bransoletką? Czy ma to znaczenie? Przekonajmy się, co na ich temat mają do powiedzenia znawcy tematu i ekspert z pierwszych stron magazynów dla kobiet. Gotowe? Zapraszamy!

Gabrielle Chanel, projektantka mody, która damom XX wieku pokazała, że moda nie musi być prezentowana „na bogato”. Rezolutna rewolucjonistka swoją wizję kobiety wciela w życie od 1914 roku. Minimalistka uważała, że biżuteria powinna być fantazyjna i kosztować niewiele „bo luksus nie musi oznaczać ostentacyjnego przepychu”. W swoich projektach dużo uwagi poświęcała perłom. Nie miało znaczenia, czy są „prawdziwe, czy fałszywe, jeśli tylko nosząca je kobieta roztacza uwodzicielski czar…”.

Źródło: pinterest.com

Źródło: pinterest.com

Zdają się to nie być słowa rzucane na wiatr, gdyż dzisiejsze kobiety potrzebują przebojowości, aby odnieść sukces, a dom mody Chanel wskazuje właściwą drogę, prezentując oryginalne projekty Mademoiselle Coco w nowatorskim ujęciu… i suto ozdobione perłami. Przesadzam? Spójrzmy prawdzie w oczy. O zdanie zapytaliśmy eksperta do spraw kreowania wizerunku, Natalię Penar, według której: „Niekwestionowaną lobbystką sznurów drogocennych pereł była ikona – Coco Chanel, oprócz kultowej »małej czarnej«, o której w 1926 roku szumnie rozpisywał się amerykański »Vogue«, awansowała perły na obowiązkowy atrybut kobiecej elegancji”. Niewątpliwie są one warte uwagi, jednakże czy przetrwały próbę czasu, jeżeli na każdym rogu sklepy sieciowe zasypują nas kolekcjami taniej biżuterii, a nasze garderoby uzupełniamy perełkami must have co sezon? Czy warto mieć je w swojej garderobie, jeżeli trendy mody zmieniają się z prędkością światła, a ich cena może przyprawiać o zawrót głowy? Przekonajmy się!

Znawczyni tematu Natalia Penar nie pozostawia złudzeń, że „perły to ponadczasowy faktor dobrego stylu, który krzewiły ikony nie tylko mody, ale i filmów”. Nie pozostanę gołosłowna, a plejadę sław niech otwiera sama Sofia Loren. W filmie „Milionerka” z 1960 roku przykuwa uwagę męskiej części widowni idealną figurą, natomiast kobiety czerpią inspiracje z jej stylizacji… uzupełnionych kolią z kilku sznurów pereł.
Bezpretensjonalny dodatek w kobiecej garderobie dodał uroku filigranowej Audrey Hepburn, która pojawiła się na ekranach kin jako Holly Golightly w filmie „Śniadanie u Tiffany’ego” z 1961 roku. Do długiej, czarnej sukienki na szerokich ramionach dobrała kolię z białych pereł ozdobionych broszką wysadzaną szlachetnymi kamieniami. Choć jej strój zarezerwowany jest na wystawną galę, wszakże piękna aktorka zadrwiła ze sztywnej etykiety… przemierzając ulice Nowego Jorku z poranną kawą w dłoni. To przywodzi na myśl, że „fenomenem precjoza również jest jego uniwersalność. Zatem perły sprawdzą się do t-shirtu, marynarki i dżinsów, dyskretnej i powściągliwej »małej czarnej«, ale też w wersji drama do szykownej wieczorowej sukni. Jak mawiała Jackie Kennedy »perły są zawsze stosowne«” – kończy swoją wypowiedź Natalia Penar.

f5a42e036f9e9bba0e2c59e02616fcf2

Źródło: pinterest.com

Gwiazda amerykańskiego serialu „Dynastia”, Joan Collins, kochała białe unikaty. W odgrywanej roli Alexis Carrington łączyła damski garnitur z niebotycznej wielkości kapeluszami i naszyjnikami z pereł. Dla demonicznej intrygantki wybór formalnej stylizacji był do cna przemyślany, gdyż wzbudzał podziw i szacunek otoczenia, a „perły to ten element garderoby, który może nas umiejscowić wyżej na drabinie społecznej już przez 7 sekund pierwszego wrażenia, bowiem są kojarzone z biżuterią z wyższych sfer, podkreślającą status. W dress code mogą stać się też doskonałym wyróżnikiem – elementem, który będzie podkreślał naszą osobowość, a stosowany konsekwentnie zbuduje wizerunkową wiarygodność” – wyjawia w rozmowie z magazynem Allegro Monika Jurczyk, pierwsza polska personel shopper i autorka książki „Szefowa swojej szafy”.
Sarah Jessica Parker, odtwórczyni postaci Carrie Bradshow, w kultowym serialu i filmie „Seks w wielkim mieście”, pokazała, że moda łączy pokolenia. Ubrania z bieżących kolekcji domów mody łączyła z dodatkami vintage, również ze sznurami pereł. Ta kooperacja zawsze wychodziła im na zdrowie, gdyż za zaradną pisarką oglądali się nie tylko mężczyźni. Styl Carrie Bradshow jest drogowskazem dla kobiet szukających swojego miejsca na Ziemi i pokazuje, że indywidualność jest zawsze w modzie, niezależnie od wieku.

Jedna z czołowych polskich blogerek mody Macademian Girl postawiła swoją oryginalność na jedną kartę i wygrała. Jej stylizacje cieszą oko, nie odbiegają od trendów mody… i zahaczają o klasyczną piękność: – Perły to dla mnie synonim ponadczasowej klasy i jestem przekonana, że nigdy nie wyjdą z mody. Uwielbiane przez Coco Chanel, która je rozpowszechniła, zastępując drogie perły naturalne, równie efektownymi, choć mniej trwałymi, sztucznymi odpowiednikami. Kobiety oszalały na ich punkcie! Sama często ozdabiam nimi stylizacje, bo uważam, że dodają im ducha retro elegancji. Trzeba pamiętać jednak, że perły to nie tylko naszyjniki, pierścionki czy kolczyki, ale także materiał do ozdabiania ubrań. Wzory wyszywane perłami to domena projektów haute couture – wymienia blogerka.
Anne Hathaway pokazała się z najlepszej strony rolą młodziutkiej stażystki do zadań specjalnych Andy Sachs w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”. Żelazna dama – redaktor naczelna Miranda Priestly – podarowała asystentce porządną lekcję życia i nadała jej ogłady – wypracowała styl niczym z edytorialu paryskiego żurnala. W garderobie ambitnej pracownicy znalazło się miejsce dla pereł zakładanych do białej koszuli, czarnego sweterka odkrywającego ramiona i dwukolorowego tweedowego kaszkietu. Całość wpisuje się w mistrzowski zestaw dopracowany do ostatniego guzika w myśl zasady, pod którą Gabrielle Chanel podpisywała się obiema rękoma, mówiącej, że „prostota jest kluczem do prawdziwej elegancji”. Perły wpisują się w tę definicję bez dwóch zdań.

Świat mody nie jest samodzielnie funkcjonującym tworem. Pokazy kolekcji wysokiego krawiectwa lub prêt-à-porter przedstawiane podczas fashion weeków współgrają ze światem sztuki i filmu. Czy jest to tylko przypadek, że jeden z najlepszych filmów kostiumowych minionych lat „Wielki Gatsby” pokazuje czasy epoki jazzu, lat 20. XX wieku i mody na biżuterię z perłą w roli głównej?
Możliwe, że tak, jednakże jak pokazała historia filmu oraz mody XX i XXI wieku, te maleńkie precjoza są bardzo istotnym elementem tworzącym zawartość kobiecej szkatułki. Ponadczasowe i zdające egzamin w każdej sytuacji. Do towarzystwa dla czarnej wizytowej sukni lub w wersji casual – a może 2 w 1?

Alicja Szablewska

Oryginalny wpis: KLIKNIJ TUTAJ